Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Wolność i odpowiedzialność
Temat ten kołacze mi w głowie bardzo głośno i mam nadzieję, że z czasem stanie się książką. Póki co, te dwa słowa towarzyszą mi co chwilę, tworząc tercety a to ze złością i frustracją, a to z wielkim wyzwaniem, a czasem z zaciekawieniem.

Wolność i odpowiedzialność towarzyszą sobie w trzech bardzo ważnych dla mnie tematach. Wychowaniu, edukacji i społeczeństwie. To trzecie tkwi mi bardzo głęboko w gardle, bo brak tej odpowiedzialności jest czymś, co powoduje, że w „wolnym społeczeństwie” czuję się niebezpiecznie.

Wolność i odpowiedzialność w społeczeństwie

Brak odpowiedzialności drugiego człowieka to dla mnie zmora każdego dnia. Boję się, że nieodpowiedzialny człowiek za kierownicą samochodu zabije mnie albo kogoś z mojej rodziny, bo nie udźwignie „wolności” w prowadzeniu samochodu i będzie pruł jak głupi przez Warszawę lub gadał przez telefon prowadząc. Złoszczę się, bo brak odpowiedzialności powoduje, że w Warszawie wisi smog, a idąc po ulicach ciągle depczę niedopałki, śmieci i co chwilę ktoś mi dymi petem w twarz. Przykro mi, kiedy widzę, jak ludzie nie szanują Warszawy, niszczą autobusy, drą się w nich, a młodzież „spuszczona na wolność” głośno przeklina, bawi się przemocą.

Źródło tych zachowań zapewne leży w dwóch pozostałych elementach – wychowaniu i edukacji – ale właśnie w społeczeństwie odpowiedzialności brakuje mi najbardziej. Zastanawiam się, dlaczego w związku z tym ktoś nie weźmie odpowiedzialności za tych ludzi. Dlaczego nikt nie pilnuje ulic i nie zabierze samochodów tym, którzy nie dźwigają wolności i są zagrożeniem dla nas każdego dnia. Dlatego to, co ja widzę codziennie jeżdżąc po ulicach jest niewidzialne dla policji? Nie stać nas na wolność, bo jest ona zagrożeniem życia. Nie ma jednak nikogo, kto by wziął odpowiedzialność.

Bardzo bym chciał wziąć tę odpowiedzialność, ale nie bardzo jest jak, nikt jej nie dźwignie, bo wydanie wojny piratom drogowym to prosta droga do spadających słupków wyborczych. Piratów jest zbyt dużo, żeby móc zmniejszyć tolerancję. Więc rok temu w Warszawie na ulicach zginęło ponad 50 osób, a ponad 1000 było rannych. Czuję wielką złość, bo nie wiem kiedy kto trafi na tę listę. Czuję złość, bo mógłby nie trafić, gdyby ktoś właśnie wziął za to odpowiedzialność, skoro ludzie sami za siebie nie biorą.

Złości mnie też, że nie ma odpowiedzialności za wspólne mienie. Że rzuca się śmieci na ziemię, że z okien wylatują papierosy. Czuję smutek i bezradność. Łatwiej mi pójść do korzeni...

Wolność i odpowiedzialność w wychowaniu

Jestem zwolennikiem podmiotowego traktowania dzieci. Zgody na ich decyzję w bardzo wielu rzeczach. Nie ma za to we mnie zgody na karanie dzieci, nie lubię zakazów i staram się ich unikać, choć blisko mi jest do umów, które czasami wolność ograniczają w imię wspólnego dobra większej grupy.

Niemniej wolność dawana dzieciom dla mnie zawsze powinna iść w parze z odpowiedzialnością. To jest zasadnicza różnica z bezstresowym wychowaniem, które jest zarzucane osobom podmiotowo wychowującym dzieci. Dając wolność dziecku oczekuję odpowiedzialności, zwłaszcza w przestrzeni należącej do innego człowieka. Dlatego nie pozwolę wolnemu dziecku brudzić w moim pokoju, łamać zasad zabawy z innymi, bić drugiego człowieka. Jego wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Jeśli ją narusza, spotka się z mojej strony ze sprzeciwem (tym samym, którego oczekiwałbym wobec piratów drogowych w Warszawie).

Odpowiedzialność często polega też na tym, że pozwolę dziecku przyjąć konsekwencję swoich zachowań. Pozwolę mu spóźnić się i nie będę leciał na złamanie karku, bo ono wybrało dłuższą zabawę. Pozwolę mu się nie wyspać, pozwolę mu zawalić jakąś obietnicę, ale nie będę siedział w nocy biorąc na siebie odpowiedzialność za jego działanie. Nie wyklucza to mojej pomocy w różnych sytuacjach, ale bliżej mi do pomagania kiedy dziecko weźmie wszystko pod uwagę niż w sytuacji, kiedy zlekceważyło swoją odpowiedzialność. Dopiero wtedy dziecko zrozumie, że jadąc za szybko może się wywrócić, co pozostaje w ważnym dla mnie kontekście do pierwszej części artykułu.

W skrajnych sytuacjach widuję trudną sytuację, w których dzieci obarczane są odpowiedzialnością mimo braku wolności. Muszą podążać jakąś ścieżką, muszą wykonywać polecenia, których same by nie zrobiły i potem jeszcze są z tego rozliczane – stają się za to odpowiedzialne.

Wątek wolności i odpowiedzialności w wychowaniu chciałbym też domknąć odpowiedzialnością dorosłych. Do nas należy stworzenie takiego środowiska, w którym dziecko poradzi sobie z wolnością, a jestem pewien, że bardzo ciężko małym dzieciom radzić sobie z odpowiedzialnością dotyczącą ekranów. Nie mając jeszcze umiejętności rozumienia różnych zależności siedmioletni chłopiec prawie na pewno uzależni się od gier, jeśli zostanie mu nadana tutaj pełnia wolności. Nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności, bo nie przewiduje jeszcze skutków. Niemniej tenże siedmiolatek sam nie stworzy sobie takich warunków, zwykle ten ekran jest mu dany właśnie przez dorosłego – i prawie zawsze jest to wolny wybór tego dorosłego. Naszą odpowiedzialnością jest stworzenie takich warunków, by wolność dziecka nie została zagrożona zbyt silnymi bodźcami, nie dającymi dzieciom szansy wyboru.

Wolność i odpowiedzialność w edukacji

Czyli science-fiction polskiego systemu edukacji! W „systemówce” nikt nie bierze za nic odpowiedzialności. Dzieci doświadczają przymusu, więc nie mają tutaj wolności. Nauczyciele bardzo często zrzucają tę odpowiedzialność na rodziców „niech pani coś zrobi ze swoim synem, nie chce się uczyć”, a rodzice zrzucają ją na dzieci „masz siedzieć i się uczysz, inaczej wyłączę ci internet”. Jest złość, przymus, nienawiść i frustracja. Nie ma wolności, nie ma odpowiedzialności.

W świecie wolności i odpowiedzialności nauczyciel odpowiada za to, żeby wiedza była dostępna dla dziecka i podana mu w sposób atrakcyjny, taki, który może „skusić” wolność dziecka i nie mam wątpliwości, że nawet w szkole systemowej tak się da, bo znam i znałem nauczycieli, którzy tworzą lekcje na które chodzi się z przyjemnością, wiem, że i ja takie miałem w szkole.

W świecie wolności i odpowiedzialności dziecko samo decyduje czego się uczy, choć jasno mu są wyjaśnione konsekwencje jego decyzji. Podejmuje te decyzje w świetle całego kontekstu, potrzebnych życiowo umiejętności, a nawet i wymagań systemowych. W szkołach demokratycznych bardzo często dziecko ma jasny wybór, możesz się nie uczyć, ale system wymaga egzaminów, a niezdany egzamin łatwo może się przemienić w brak możliwości kontynuowania edukacji w systemie alternatywnym – wymagającym pozwolenia z systemowej szkoły na bazie opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej.

W szkołach Montessori bardzo mocno jest brany pod uwagę wątek środowiska tworzonego przez dorosłych, którzy dają dzieciom przede wszystkim pomoce naukowe i swój czas. Natomiast nie ma tam przestrzeni na rozszalałą zabawę na pełen gwizdek. Stworzenie takiego środowiska, które zarazem jest satysfakcjonujące dla dziecka jest trudne i wymaga tego, o czym pisałem wcześniej – stworzenia atrakcyjnej formy nauki, w której dziecko znajdzie potrzebną mu przecież zabawę, ale zarazem i rozwój.

Myślę też, że dziecku trudno o wolność i odpowiedzialność w szkole, jeśli nie ma jej w wychowaniu. Jeśli od początku swojego życia nie uczy się decydować i ponosić konsekwencji. Wymaga to bardzo wiele od rodzica, ale daje też dziecku niezbędne narzędzia do udźwignięcia tej wolności. Jeśli nie rozumie tego, że jego działania przynoszą konkretne konsekwencje, to w konfrontacji przyjemnego z pożytecznym zwykle wybierze przyjemne. Zrezygnuje więc z nabywania trudnych umiejętności, a kiedyś będzie może tym kierowcą, którego się bałem w pierwszej części artykułu.

Wolność i odpowiedzialność to są elementy nierozłączne na każdym kroku. Nie mogą zaistnieć dopiero, kiedy ktoś będzie dorosły, niestety w naszym społeczeństwie często tak jest, stąd ponad tysiąc poszkodowanych ludzi w Warszawie na ulicach. Nie mogą też zaistnieć jedynie w szkole, ponieważ wówczas dziecko uwolnione z domowego braku wolności, albo nieświadome odpowiedzialności nie będzie podejmowało decyzji rozwojowych, a przyjemne. Wolność i odpowiedzialność wymagają od rodziców i nauczycieli obecności od samego początku, od pierwszych kroków rocznego malucha. Powodzenia!

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

czwartek, 28 grudnia 2017, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie miesiące – drugi

    Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze czt

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

  • Mężczyzna prawie karmiący

    Kończy się właśnie Światowy Tydzień (Promocji) Karmienia Piersią. Chciałem dołożyć doń dwa grosze z męskiego punktu widzenia. Z braku piersi karmiącej jest to o

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Matka Polka, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/01/11 10:41:54
Podpisuję się pod artykułem w całości. Sami wychowujemy nasze dzieci w myśl tej zasady. Nasze dzieci chodzą do "zwykłej", systemowej, kameralnej szkoły.
Widzę kilka zagrożeń dla rodzica, który w "normalnym" środowisku stara się wychować dzieci w myśl zasady wolności i odpowiedzialności ( mam porównanie, bo młodsze dziecko chodziło do przedszkola montesori). No, dobrze, piszę o swoich zmaganiach i o tym z czym zmaga się moje 9 letnie dziecko ;) 1. dobry kontakt z nauczycielem i zrozumienie- już w pierwszej klasie powiedziałam, że to, że syn odpowiada za spakowanie się do szkoły i odrabianie lekcji, bo chcę go nauczyć odpowiedzialności- w deklaracji niby zrozumienie jest, ale w prawdziwym życiu różnie to bywa.
2. otoczenie- bardzo dużo rozmawiamy z synem na temat oglądania tv i grania w gry tłumacząc "dlaczego nie" ( tu jednak wprowadziliśmy ograniczenia- 30 min dziennie, zaraz napiszę dlaczego). Przerażają mnie jednak opowieści syna, jak to wygląda u niektórych/ większości kolegów. Połowa ma tv w pokoju, połowa ma Play station, prawie każdy tablet. Pamiętam szkolne zebranie i dyskusję wśród rodziców o zakazie korzystania z telefonów w szkole- to niektórzy rodzice mieli z tym problem, bo mieli potrzebę dzwonienia do dziecka po każdej lekcji (sic!). Większość może korzystać z rtv bez ograniczeń. Rozmawiam z synem jak najwięcej o tym dlaczego on ma inaczej, widzę, że pogodził się ze swoim losem, tak, pogodził się ze swoim losem. Zgodziliśmy się na granie na PS u kolegów i u wujków, widzę jednak z przerażeniem, jak destrukcyjny wpływ na moje dziecko ma taki chociaz sporadyczny kontakt z grami. To działa jak heroina. Po weekendzie z PS, przez następne 2 tyg, mój syn nie mówi o niczym innym i wiem, że myśli tylko o tym kiedy znowu zagra. Ma problem z koncentracją, snem- masakra. Realne życie jest bez sensu jeśli właśnie ocaliło się całą planetę. Zakazać zupełnie? (nienawidzę tego słowa i nienawidzę zakazywać).
3. wychowując dziecko w wolności i odpowiedzialności wychowujemy samodzielnie myślące dziecko i tu widzę zagrożenie nr 3: moje dziecko, już teraz w 3 klasie widzi słabość systemu szkolnego, bezlitośnie zauważa i obnaża mierność metod nauczania i wychowywania w szkole- widząc to, traci jego motywacja do nauki w systemie. Może nie tyle do nauki, co do grania wg zasad systemu- zdobywania + za pracę domową; widzę, że nie zawsze widzi sens w tym, czego ma się uczyć; staram się motywować nauczyciela do zmiany podejścia do dzieci- biegane klasówki z matematyki; praktyczne wykorzystanie wiedzy, np.przygotowanie wyjścia do kina przez dzieci (dodawanie, mnożenie), ale często widzę strach u nauczycieli, przekonanie, że to się nie uda, że nie ma no to czasu. Co gorsza, takie samo podejście obserwuję również u sporej grupy rodziców, w myśl zasady- ja jakoś przeżyłem systemową szkołę, system ocen, prace domowe i wyszedłem na ludzi.
-
Gość: Paulina, *.dynamic.chello.pl
2018/01/12 23:31:36
Bardzo ciekawy i rzeczowy artykuł. Warto dawać dzieciom wolność od samego początku i uczyć ich odpowiedzialności, kiedy jest to tylko możliwe. Choć to nie taka łatwa sprawa... Dziecko nie jest na tyle doświadczone, by przewidzieć konsekwencje swoich działań, a tym samym, w wielu sytuacjach, to rodzice muszą dokonywać wyborów zgodnych z własnymi przekonaniami.
Jeśli chodzi o szkołę, to mam takie samo zdanie, jest to instytucja, która obarcza dzieci odpowiedzialnością, a nie daje wolności.
Chciałam się odnieść jeszcze na temat gier. Tutaj rodzice mają ciężki orzech do zgryzienia. Też się boję o to, by moje dzieci kiedyś się za bardzo w gry nie wciągnęły (póki co nie grają w ogóle, bo starszy ma dopiero 4.5 lata, choć uważam, że to kwestia czasu). Osobiście mam ogromny dylemat, kiedy pozwolić, jak często, jak długo. Zastanawiam się czemu dzieci tak bardzo są zafascynowane grami. I o ironio może właśnie grając mogą zaznać wolności i odpowiedzialności. To właśnie w grze mają totalną wolność jakie podjąć kroki i nikt im nie narzuca wlasnego zdania. Od razu otrzymują informację zwrotną, a tym samym czują odpowiedzialność za własne działania. Poza tym w tej chwili nie uważam, że gry to samo zło. Wiem, że przykład mojego męża niczemu nie dowodzi, ale daje mi do myślenia. Mój mąż od 6roku życia miał styczność z grami. I to dzięki nim zajął się programowaniem (dziś pracuje jako programista), języka angielskiego też się nauczył z gier. Może my rodzice zamiast całkowicie własne dzieci odciągać od ekektroniki powinniśmy trochę sami z nią się zaznajomić. Następni wyciągnąć z niej, to co najlepsze. Tak samo jak w przypadku telewizji, wybrać tylko wartościowe programy. Popieram mojego męża w tym, że jeśli nasze dzieci zaczną grać, to będzie to wspólna przygoda ich i taty. Myślę, że tutaj jest pies pogrzebany, że dzieci w przypadku gier (mimo ograniczeń czasowych) pozostawione są same sobie. Ponadto tak spędzony wspólnie czas może być jednym ze sposobów pogłębiania więzi, o czym mówi to badanie www.ox.ac.uk/news/2017-12-14-children%E2%80%99s-screen-time-guidelines-too-restrictive-according-new-research#

Ps. Gdyby ktoś miał linki do rzetelnych badań na temat wpływu gier, chętnie skorzystam, bo bardzo jestem zainteresowana tym tematem.
-
2018/07/06 12:55:48
Ciekawy artykuł. Jeżeli chodzi o sposób wychowywania dzieci, to badania jasno pokazują, że styl autorytatywny (oparty na ciepłym i okazywanym stosunku emocjonalnym, powiązany z kontrolą, ale z poszanowaniem pragnień dziecka) jest tym "najwłaściwszym" obok autorytarnego (oparty na sile, posłuszeństwie, surowości i dystansie wobec dziecka) i permisywnego (wychowanie bezstresowe).