Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Ojcowskie miesiące – drugi
Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze cztery tygodnie. Teraz, kiedy piszę miesiąc później widzę, że piszę o zupełnie innym dziecku.

Wychodzimy w świat

Największą zmianą jest to, że wychodzimy ze swojej jaskini. W pierwszym miesiącu przede wszystkim dbaliśmy o siebie, o przyzwyczajanie się, uczenie się swojego języka. Mały zwierz rozwija swoje techniki przywiązywania do siebie. Wodzi wzrokiem tak, że nie da się od niego uciec. Natomiast my również bierzemy go w świat. Bardziej ze sobą niż dla niego, bo mimo pewnego zainteresowania różnymi sytuacjami, to Natalia jednak wpatrzona jest przede wszystkim w nas. My chcemy oczywiście, by się rozwijała, stymulowała, ale przede wszystkim potrzebuje świętego spokoju, a do tego każdy przedmiot w domu jest godzien długich obserwacji, przedmiotów setki, więc Tusinek* na pewno się nie nudzi bez wychodzenia w świat.

Zaczynamy też odwiedzać dziadków, zapraszać ludzi i w zasadzie widzę, że jednym z moich głównych zadań jest zapewnienie nam odpowiedniego poziomu „socjalu”. Wronka potrzebuje ludzi, bez nich się po prostu nudzi. Ile można rozmawiać ze mną lub z człowiekiem, który opanował na razie całkiem nieźle „A-gu”? Ludzie dają nam powiew świeżości, są trochę otwartym oknem, dzięki któremu lżej się oddycha w domu i matka karmiąca może znieść dość powtarzalną codzienność (wydaje mi się, że teraz, kiedy to piszę, mamy za sobą około 500 zmian pieluszek, około 300-400 godzin karmienia, 200-300 przebrań i tym podobne fascynujące bajery).

Niestety, hm, wadą ludzi jest to, że ciągle im się wydaje, że będą nam przeszkadzać, że potrzebujemy być 24 godziny na dobę sami w spokoju i z dala od wszystkich. Więc trochę czasem trzeba się narzucać, a stety-niestety od narzucania w tym domu jestem ja!

 Groźny ojciec

Razem z wyjściem w świat widzę, że … trzeba bronić Natalię przed światem. Wydaje mi się, że rola społeczna psychologa wychowawczego jest w naszym przypadku błogosławieństwem, bo zarazem przy tych spotkaniach nikt za bardzo się nie pcha z radami wychowawczymi, których szczerze mówiąc może nie tyle się obawiałem, co zupełnie nie miałem na nie ochoty.

„Bo się przyzwyczai” słyszeliśmy w zasadzie tylko ze dwa razy, od rodziny. Bez problemu tłumaczyliśmy i nie musieliśmy się zmagać. Niemniej na pewno jak ktoś będzie próbował nadmiernie ingerować w nasze metody wychowawcze, nie będę się obawiał postawić drutu kolczastego, który sam z siebie jest niegroźny, ale jak się zacznie na niego włazić, to jest nieprzyjemnie.

Mam jednak wrażenie, że nasi znajomi trochę nie mają ochoty wchodzić w dyskusję z psychologiem wychowawczym. A może po prostu takich mamy znajomych, co szanują nasze granice :). Dlatego moja rola w zasadzie ogranicza się do zwracania uwagi na to, że może by tak umyć ręce (najlepiej działa własny przykład „o, ja też przed chwilą wróciłem z zewnątrz, to umyję może ręce?!”)

Pierwszy uśmiech

Najbardziej oczekiwanym momentem drugiego miesiąca był świadomy uśmiech Natalii. Zwykle dzieciom wydarza się między 6 a 8 tygodniem życia. Przez sen młoda się uśmiechała, a nawet rechotała. Czasami patrząc na nas wchodziła w uśmiechopodobny grymas, ale nazwanie tego uśmiechem można by porównać do nazwania pięknym teatralnym upadkiem przypadkowego wyrżnięcia się o krawężnik.

W końcu jednak otrzymaliśmy co chcieliśmy, od piątego tygodnia Natalia otrzymała kolejną broń do obezwładniania i przyklejania do siebie rodziców – uśmiech. Połączony z wodzeniem za dorosłym jest bronią totalną. Nie ma opcji by odejść do innych zajęć od uśmiechającego się dziecka. To jest po prostu niemożliwe! Bezzębny uśmiech jest przyczyną już ze dwóch spóźnień (przepraszam bardzo!) i kilku ojcowskich rozklejeń.

Oczekiwania

Jednym z najważniejszych wątków drugiego miesiąca jest wątek oczekiwań. Tusinek okazał się wyjątkowo dogadywalnym dzieckiem w pierwszym miesiącu. Nie przesadzałbym z hasłem, że jest przewidywalna, byłoby to nieludzkie. Natomiast dało się z nią dogadać, dało się wywalczyć nawet sporo czasu dla siebie, ja byłem w stanie utrzymać dom w czystości (bo w zasadzie nie pracowałem) i wydawało się nam, że tak będzie.

W pewnym momencie pojawiły się oczekiwania, że może Wronce uda się zrobić to, albo tamto, albo jeszcze coś. Ja nie nadążałem z pracą, sprzątaniem i odciążaniem niemniej zapracowanej macierzyństwem kobiety. Oczekiwania nie przeobrażały się w realne działanie, ale w frustrację. Jeden trudny tydzień z serią potknięć był dla nas konieczny by odkryć, że oczekiwania są drogą wyboistą i koszmarną.

WSZYSTKO JEST DAREM.

Przy takim podejściu zmienia się i nasz nastrój. Owszem, czasami planujemy, czasami umawiamy się i wybieramy w różne miejsca, ale czasami też rezygnujemy bez większego żalu z tych planów, bo taka była nasza decyzja – żeby Natalia miała spoko pierwszy rok, bez poganiania i oczekiwania.

W zamian ona daje nam różnego rodzaju dary. Czasem jest to pogodny uśmiech, czasami miłe wyjście lub długi spacer, czasami kilka godzin snu, możliwość potańczenia w domu. Najróżniejsze dary, z których się cieszymy, ale nie oczekujemy, że kolejnego dnia pojawią się ponownie.

Wronka: „Grunt to nie liczyć, że będzie się mogło coś zaplanować. Wtedy jest łatwiej.”

Czy się wysypiacie?

Jeszcze jeden przeskok tematyczny. W radiowej Trójce poproszono mnie, bym w trzech słowach opisał stan, w jaki wchodzę jako rodzic. Do głowy przyszły mi „bliskość, koncentracja, zwolnienie”. To bardzo specyficzny stan, w którym jest sporo głębi i ważnych przemyśleń. Sporo zmian we mnie – wewnętrznych i zewnętrznych (nigdy tak uważnie i na bieżąco nie sprzątałem jak teraz). Nasze rodzicielstwo jest dużą odpowiedzialnością, chcemy dać jak najlepszą przestrzeń rozwoju Natalii, a to o tyle trudne, że 100% nigdy nie jest osiągalne. Rozwijamy nasze rodzicielstwo, obserwujemy, wzrastamy...a czy my się kurka wodna wysypiamy? Czy daje nam pospać?

Nie chcę ujmować wagi przespanym nocom. Wiem, jak potrafi zepsuć dzień zawalona noc. Niemniej nigdy przenigdy nie chcę dopuścić, by pytanie „czy ja się wysypiam” było najważniejsze. To nie jest najważniejsze, to jedynie przewidywalna trudność rodzicielstwa i tak ją traktuję.

Moją misją jako rodzica jest dać jej przestrzeń do rozwoju. Teraz, w pierwszych miesiącach na przykład unikać frustracji, by zamiast się wkurzać mogła obserwować świat. Pomóc jej zrozumieć, że ludzie są fajni, reagują na potrzeby, interesują się. Zainwestować w to, żeby jej pierwsze uśmiechy i wołania spotykały się z reakcją, dzięki czemu złapie nawyk, że to ma sens**

Naszą misją jest być blisko kiedy prosi, by dać jej moc i odwagę do bycia na tym świecie. Dbać też o jej zdrowie, by żaden ból nie zaprzątał jej głowy w pięknym rozwoju.

No i gdzie kurka w tym wszystkim jest to najczęstsze pytanie jakie słyszymy...”czy się wysypiacie?”.

 

W następnym odcinku: O ojcowskiej pokorze, o tym jak się zwracać do drugiej połowy rodzicielstwa i paru innych rzeczach

*Natalia-Natalka-Natka-Natusia-Tusiek-Tusinek....ciekawe, czy tą drogą za rok będę mówił na moją córkę na przykład „Ekwador”

**Z tego względu na przykład zdjęliśmy różową maskotkę z szerokim uśmiechem, w którą wpatrywała się Natalia i ją zaczepiała, a ta głupia nijak nie odpowiadała na tak piękne próby.



Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

 

sobota, 16 września 2017, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Mężczyzna prawie karmiący

    Kończy się właśnie Światowy Tydzień (Promocji) Karmienia Piersią. Chciałem dołożyć doń dwa grosze z męskiego punktu widzenia. Z braku piersi karmiącej jest to o

  • Ojcowskie miesiące: Prolog

    Niechże blog będzie blogiem, czyli będzie nieco bardziej osobiście. Chciałem się podzielić z Wami moim ojcowskim doświadczeniem. Na świeżo, bo obserwacji z każd

  • Partyjne wychowanie, partyjna edukacja

    Nie możemy dziwić się poparciu dla tendencji autorytarnych w kraju, skoro wychowujemy dzieci w autorytarnych szkołach, przedszkolach, a także rodzinach. Test pa

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: emmsik, *.dynamic.chello.pl
2017/09/17 12:18:26
Czy ja się wysypiam... Chyba ciężko oddzielić tą kwestię od rodzicielstwa czyjegokolwiek :-) Pytanie to nie jest najważniejsze, ale sama kwestia wysypiania się, owszem. Dlatego ludzie pytają i pytać będą, a ja w pytaniu tym widzieć będę albo troskę o mnie, albo i zwykłą ciekawość tych, którzy sami niewyspania w rodzicielstwie doświadczyli i chcą porównania. Sama nie chciałabym sprowadzać rodzicielstwa do kwestii wyspania się, ale prawda jest taka, ze dla mnie jest to kluczowa kwestia otwierająca do niego bramy. Od niej zależy czy to rodzicielstwo jest albo jest świadome, czujne, uważne, empatyczne, albo przy chronicznym braku snu po prostu funkcjonujące w trybie "przetrwania"... a wtedy o uważności i podążanie za dzieckiem jest bardzo trudno.. i niekiedy nie jest to wyłącznie kwestia jednego "zepsutego" dnia. Ciężko jest ten aspekt pomijać, dla mnie jest on podtawą i zawsze pytam i pytać będę o to inne matki... ;-)