Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Między nauką, religią i dzieckiem
Jako psycholog czasami pracuję z osobami wierzącymi, które wplatają aktywnie wiarę w swoje życie i czasami wykorzystuję to w swojej pracy. Zastanawiam się jednak w jaki sposób powinni do takich sytuacji odnosić się nauczyciele? Jak „konfrontować” naukę z wiarą, jak traktować oczekiwania rodziców z „obu stron barykady”?

Najpierw dwa słowa, jak wykorzystuję wątek wiary w psychologii. Nie jest tak, że odnoszę się do wszechmogącego wpływu Boga na człowieka – nie mogę tego zrobić, bo do tego się moja nauka nie odnosi. Nie jest ważne czy jestem wierzący czy nie, po prostu to się nie mieści w mojej dziedzinie.

Mogę natomiast aktywność religijną wykorzystać w psychologii. Mogę wykorzystać modlitwę np. do rozwijania wyłapywania pozytywnych sytuacji w codzienności (modlitwa dziękczynna), mogę wspierać relację rodzic-dziecko poprzez różnego rodzaju aktywności religijne itp. itd.. Mogę wykorzystywać studzącą emocje rolę modlitwy w budowaniu w rodzinie przestrzeni do rozmowy. Każda sytuacja tworzy nowe możliwości. Wolę skorzystać ze struktur, które istnieją w rodzinie, niż tworzyć nowe. Będzie to dla rodziny bardziej naturalne, i zrobię to, jak długo nie będzie to przeszkadzało pracy psychologicznej.

W moim zawodzie to proste, ale co ma zrobić nauczyciel? Zastanawiam się, do czego się zobowiązuje nauczyciel podpisujący klauzulę sumienia, bo i takie są teraz pomysły.

W moim mniemaniu niezbędna jest tutaj bardzo silna wrażliwość na drugiego człowieka i jego sposób działania. Jeśli powiemy drugiej osobie, że jego religia to bzdura, bo nauka tego nie udowodniła – wówczas prawdopodobnie stracę słuchacza, a zyskam oponenta. Nie byłoby moją intencją jako nauczyciela być budowniczym murów w imię obrony nieskalanego imienia ...nauki.

Nauczyciel stojący między młotem a kowadłem powinien się ze wszelkich sił wyzbyć swoich opinii, nie jest wychowawcą, mentorem, agitatorem. Jest nauczycielem, czyli jak wskazują trzy pierwsze litery jego zawodu, zajmuje się nauką, nie poglądami. Tak więc nie zajmuje się także poglądami cudzymi, co jest równie ważne, jak nie wtłaczanie swoich poglądów w program nauczania. Dobre, złe, powinien, warto – to są słowa, które wprowadzają naukę w grząski grunt.

W momentach, kiedy nauka zaczyna się konfrontować z wiarą i stoi w sprzeczności, wówczas jest w moim mniemaniu czas na to, by być jedynie referentem nauki. „Słyszę, że wierzycie w coś innego, natomiast to co ja wiem z badań/wniosków/książek to....”.

Wydaje mi się, że to jest zresztą największy problem wątku dotyczącego uczenia o seksualności ciała. Jest to dziedzina bardzo wrażliwa na poglądy, ale wydaje mi się, że gdyby była gwarancja, że nauczyciele tego tematu nie przekroczą delikatnej granicy między nauką (jak co działa) a poglądem (jak powinieneś zdecydować), to temat byłby znacznie delikatniej traktowany w odbiorze publicznym.

Nauczyciel stojący po stronie nauki to dla mnie taki człowiek, który za wszystkim co powie ma pewność obiektywnego podejścia i naukowej ściany za swoimi plecami, która weźmie na siebie wszystkie zarzuty. Nauczyciel szanujący wiarę drugiego człowieka, to dla mnie taki człowiek, który nie będzie za wszelką cenę pokazywał błędne myślenie drugiej osoby, ale da jej możliwie dużo argumentów do tego, by uczciwie połączyć naukę z wiarą, a jeśli nie będzie w stanie, to żeby ta osoba sama wybrała, za czym ma pójść. Klauzulę sumienia obejmującą ten akapit, wierność nauce i szacunek dla opinii i wiary drugiego człowieka, sam bym pierwszy podpisał.

Możliwe, że piszę o czymś oczywistym, a jednak czytając zarówno artykuły medialne jak i komentarze facebookowe wygląda na to, że tak wcale nie jest. Jedni chcą spalić kościół, inni chcą spalić niewiernych. A gdzieś pośrodku jest nauczyciel, który uczy w szkole dzieci jednych i drugich. Bez rozsądku dorosłych, którzy szanują drugą stronę zarazem oczekując, że ich zdanie będzie uszanowane bardzo trudno zostać nauczycielem, który spełni oczekiwania wszystkich.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

poniedziałek, 10 kwietnia 2017, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Edukacja pod lupą: Motywacja strachu

    To co moim zdaniem jest największą zmorą „systemowej” edukacji w Polsce to bardzo częste opieranie dziecięcej motywacji do nauki na strachu. Strach

  • Edukacja pod lupą: Reforma gimnazjalna

    Najgłośniejszym tematem związanym z edukacją w ostatnim czasie jest reforma likwidująca gimnazja. A szkoda, bo moim zdaniem są zdecydowanie ważniejsze tematy, k

  • Edukacja pod lupą: Oceny

    Z systemową edukacją w Polsce nieodłącznie kojarzą się oceny. Wielu rodziców nie wyobraża sobie szkoły bez nich i w rozmowach z dziećmi ten temat dominuje ponad

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/04/12 16:48:19
Szacunek jest w tej sytuacji kluczowy. Szkoda, że tak trudno o niego wśród nauczycieli : ( zwłaszcza w małych miejscowościach.
-
Gość: Alizee, *.play-internet.pl
2017/04/13 20:36:23
Bez szacunku nie ma mowy o efektywnej nauce. Bądź co bądź obecnie wielu rodziców ma dylematy związane z posłaniem pociech do przedszkoli. Nawet przeczytałam ciekawy artykuł na ten temat na www.tatento.pl/a/1281/rodzice/wychowanie/warto-wiedziec/rekrutacja-do-przedszkoli-juz-za-chwile-gotowi] i jestem ciekawa co sądzicie generalnie na temat reformy szkolnictwa i generalnie zmian wprowadzanych w systemie nauczania.