Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Edukacja pod lupą: Reforma gimnazjalna
Najgłośniejszym tematem związanym z edukacją w ostatnim czasie jest reforma likwidująca gimnazja. A szkoda, bo moim zdaniem są zdecydowanie ważniejsze tematy, którymi można by się zająć.

Na pytanie "co myślę o reformie związanej z gimnazjami?" muszę przede wszystkim powiedzieć, że bardzo szkoda na nią pieniędzy i energii. Zmiana ta zamydliła trochę równie mało ważny wątek wieku szkolnego i wchodzimy w kolejną dyskusję – czy gimnazja są dobre czy złe.

W mojej opinii szkoła może mieć naprawdę dowolną strukturę i nawet gdyby była to jedna szkoła 12-letnia – nie widziałbym w tym większego problemu – raczej bym przyglądał się temu jak jest prowadzona. Dokładnie tak samo jest z podziałem 8-4 lub 6-3-3. W jednym i drugim edukacja w Polsce zwykle okalecza dzieci z ich potencjału.

 Stereotypowe straszenie nauczycieli i rodziców gimnazjami nie wynika z tego, że jest to szkoła z jakiegokolwiek powodu zła, a raczej z przyczyny braku umiejętności pracy z grupą nastoletnią.

Po co nastolatkowi szkoła*?

Kiedy zapytamy nastolatka czemu wybrał swoje gimnazjum, jeśli to on miał taki wybór, to bardzo często powie, że z racji na kolegów. Nie widzę w tej odpowiedzi niczego niewłaściwego – to normalne dla osób w tym wieku, że walor edukacyjny ustępuje znaczeniu rówieśników.

Skoro nastolatek chodzi do szkoły dla rówieśników, to szkoła powinna na tej energii bazować. Praca projektowa, grupowa, pozwalająca na współpracę, dyskusje i wspólne działanie jest znacznie bardziej owocna w tej grupie. W zasadzie nie ma przeciwwskazań prawnych by tak nie było. Niestety są przeciwwskazania w kompetencji nauczycieli, którzy próbują bazować na edukacji indywidualnej, wysokich wymaganiach i straszeniu ocenami lub innymi karami. To nijak się ma do potrzeb nastolatków, w związku z tym nienawiść do opresyjnej roli szkoły jest ich stanem naturalnym. Popularność płyciutkich, bazujących na złości i nienawiści programów typu „Szkoła” czy „Szkoła życia” jest odzwierciedleniem tego stanu emocjonalnego.

Nastolatek pod opresją jest zdolny do wielu głupot, żeby z tej opresji się wyrwać. Jak każdy człowiek, tylko być może z mniejszym zrozumieniem zasad społecznych i konsekwencji działań. Rzecz w tym, że będzie się to działo niezależnie od tego czy będzie w gimnazjum czy też w siódmej bądź ósmej klasie.

Pozostawienie gimnazjalnego kroku edukacji mogłoby ewentualnie pozwolić na specjalizowanie nauczycieli, którzy na innych rzeczach mogą bazować w podstawówce, a na innych w gimnazjum. Nie byłoby to złe, gdyby i tak w znacznej większości (i dziękuję bardzo tym, którzy tak nie robią!) po prostu nie bazowali na ocenach i straszeniu. Wówczas faktycznie nie ma znaczenia nazwa szkoły i klasy – tak czy siak będzie to walka ze zbuntowaną młodzieżą.

Gimnazjum jako nowe rozdanie

Gimnazjum mogłoby się ładnie wpasować w nowy etap rozwojowy. Nastolatek wchodząc do nowej szkoły, w ramach naturalnego dla siebie poszukiwania tożsamości, swoich cech osobowych, mógłby zacząć zupełnie od nowa, porzucając szufladki, do których został wtłoczony w poprzedniej szkole.

Wejście w nową grupę, która jest odpowiednio prowadzona bądź nawet tylko nadzorowana przez dorosłych, pozwala na dobre laboratorium osobowości. Na możliwość dopasowywania i eksperymentowania z różnymi cechami. Osadzania się w nowej nastoletniej rzeczywistości. Jest to też możliwość poczucia się kimś dojrzalszym, starszym. Osobą na kolejnym etapie – już nie dziecko – już nastolatek.

To są dość istotne czynniki, ale jak wspominałem wcześniej, tak naprawdę do zrealizowania w każdej formule edukacyjnej. Być może układ 6-3-3 dawałby jasny podział etapów, ale kompetentna kadra pedagogiczna zdoła je zrobić także w układzie 8-4.

Zawalony nastolatek

Wspominałem o opresyjnej roli gimnazjum w życiu nastolatka i chciałbym chwilę pociągnąć ten temat. Podczas ostatniego obozu z młodzieżą zadałem mojej grupie na początku pytanie – czego oczekujecie od wyjazdu, chciałem wiedzieć jakie są ich potrzeby. Byłem w szoku, że tak dużo mówili o odpoczynku, że po tym jak całe dnie się uczyli, wracali i robili prace domowe i przygotowywali się do sprawdzianów, chcą teraz po prostu odpocząć.

To kolejna rzecz, przy której problem nastolatka nie wynika z tego, czy chodzi do podstawówki, gimnazjum czy liceum, ale od tego, że jest po prostu zawalony i zniechęcony. Szkoła pełna sfrustrowanych i przemęczonych uczniów nie może być dobrą szkołą.

Stan nastoletnich uczniów zdecydowanie wskazuje, że nie jest problemem wejście do trzyletniej szkoły. Problemem uczniów są nauczyciele, którzy ich zawalają robotą, zastraszaniem i ocenami. Przez to są w nimi w ciągłej wojnie, pełnej frustracji, bo uczeń ma poczucie, że niewiele może wskórać. Niemniej ten problem będzie się objawiał niezależnie od nazwy szkoły. Zależy bowiem od podejścia nauczycieli, a nie struktury 6-3-3.

Niepotrzebna zmiana

Miliony złotych, które zostaną wydane na bezzasadne zmiany organizacyjne można by wykorzystać wzmacniając polskich nauczycieli. Szkoląc tych, którzy już są i lepiej przygotowywać przyszłych. Mam obawę, że na studiach z fizyki, chemii czy historii studenci nie dowiadują się zbyt wiele ani o metodach uczenia młodzieży, ani o procesach grupowych czy specyfice rozwoju dziecka. Nie dziwne, że się chwytają tego co zastali i powielają metody przemocowe, na które odpowiedzią młodzieży jest bunt.

Zmiana podejścia do młodzieży wymaga lat pracy, jest zdecydowanie niepopularna i ciężko przekłada się na słupki wyborcze. Tym bardziej, że efekty będzie widać pewnie dopiero po paru latach (nawet jeśli w niektórych sytuacjach mogłyby być natychmiastowe – np. poprzez przeszkolenie obecnych kadr, z dyrektorami włącznie). Tymczasem parę lat temu miałem przyjemność rozmawiać z pewną byłą minister MEN i nie mam wątpliwości, że reformy edukacji w dużej części muszą być podporządkowane tym słupkom – niezależnie od choćby najlepszych intencji pracowników ministerstwa.

Co nagle to po diable

Przyznam jednak szczerze, że w intencje akurat tym razem absolutnie nie wierzę. W obecnej zmianie jest jakiś popłoch i bałagan. Coraz bardziej wydaje mi się, że tak naprawdę temat gimnazjów skutecznie zagłuszył jeszcze inny wątek pełen dramatycznego pośpiechu – zmiany z roku na rok wieku szkolnego i chaosu organizacyjnego, który z tego powodu powstał.

Nie wierzę w hasła, że MEN jest gotów do zmian, a może inaczej, może i jestem gotów w to uwierzyć, tylko że jest to egocentryczny osąd instytucji oderwanej od rzeczywistości, którą zarządza.

Reforma edukacji to nie jest tylko MEN, który nawet nie do końca odpowiada za szkoły, bo w znacznym zakresie czynią to samorządy, które po pierwszym chaosie związanym ze zmianą wieku szkolnego teraz muszą przejść kolejny. Reforma edukacji obejmuje szkoły, które nie wiedzą nawet czy edukacja wczesnoszkolna obecnych trzecioklasistów skończy się teraz czy za rok, więc nawet nie znają swoich zapotrzebowań kadrowych na wrzesień 2017. To także rodzice, którzy nie wiedzą w jakim budynku ich dzieci będą miały zajęcia. To nauczyciele, którzy nie wiedzą czy i gdzie będą pracować za rok. MEN jest gotowy na tę reformę tak, jak koń do wyścigu rydwanów, którego jakby zapomniano do tego rydwanu przyczepić, więc w swojej wolności będzie biegł dalej i dalej, tymczasem rydwan zostanie na miejscu, albo i nawet się wywróci.

 *W tym wypadku myślą obejmuję nastolatka w wieku gimnazjalnym. Po 15-tym roku życia  priorytety ulegają lekkiemu przesunięciu, niemniej to nie ta grupa jest pod lupą tego artykułu.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

Cykl Edukacja pod lupą



czwartek, 10 listopada 2016, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie miesiące – drugi

    Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze czt

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

  • Mężczyzna prawie karmiący

    Kończy się właśnie Światowy Tydzień (Promocji) Karmienia Piersią. Chciałem dołożyć doń dwa grosze z męskiego punktu widzenia. Z braku piersi karmiącej jest to o

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: