Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Edukacja pod lupą: Oceny
Z systemową edukacją w Polsce nieodłącznie kojarzą się oceny. Wielu rodziców nie wyobraża sobie szkoły bez nich i w rozmowach z dziećmi ten temat dominuje ponad innymi, choćby takimi jak „po co się uczysz?”. Dzieci podążają za dorosłymi i przestawiają się z naturalnego myślenia o swoim rozwoju na myślenie cyferkowe.

Dzieci od około 5-6 roku życia naturalnie chcą się uczyć. Myślę, że każdy rodzic ma skojarzenia z dumą swojego dziecka, kiedy ono przybiega z nową umiejętnością. Ja widzę starsze dzieci przedszkolne, które ścigają się w pokazywaniu różnych umiejętności i które w przeciwieństwie do młodszych kolegów mają zdolność siedzenia nad jedną czynnością przez dłuższy czas i uczenia się jej. Ten temat opisywałem już gdzie indziej, więc nie rozwodząc się dalej przechodzę do ocen.

Dlaczego oceny działają i czy aby na pewno

Bardzo często zdarza się, że dorośli w szkole nie korzystają z tej pasji do zdobywania kompetencji. Dzieci chcą się uczyć różnych rzeczy, a do tego zwłaszcza chłopcy robią to bardzo żywiołowo i grupa dzieci potrafi na początku stworzyć chaos. Dlatego nauczyciele zaczynają im tworzyć wspólny mianownik – oceny – którym mogą zdyscyplinować klasę.

Małe dzieci bardzo mocno potrzebują sympatii osoby dorosłej odpowiadającej za ich bezpieczeństwo (to naturalne, w końcu w naturze bez dorosłych takie dziecko by po prostu umarło). Dlatego jeśli tej dorosłej osobie zależy najbardziej na cyferkach (względnie literkach, słoneczkach, zwierzętach, kwiatkach, pizzach i innych wymysłach) to i one zaczynają mówić tym językiem. Następnie przyjmują go także rodzice i w końcu wszyscy zaczynają przyjmować oceny jako najważniejszy element nauki.

Zdyscyplinowane pod jednym znakiem dzieci znacznie łatwiej prowadzić, niż podążać za ich potrzebami, pragnieniami rozwoju. Owszem, jest on śladowo realizowany, ale na jeden sposób, w jednym tempie, a nawet w jednej pozie dzieci wyprostowanych w krzesełkach. Nic nie ustawia tak niesfornego dziecka jak groźba minusa czy złej oceny za gadanie, które unieszczęśliwią wszystkie osoby dorosłe, od nauczyciela po rodzica, czasem nawet aż po babcię.

Czemu to zły pomysł?

Po pierwsze dlatego, że dziecko traci potencjał szkoły, jako miejsca rozwijania swoich umiejętności. Koncentracja na ocenach powoduje, że zamiast „nauczyłem się dodawać do 10” ono krzyknie „dostałem 5!”. Co gorsza nie ma znaczenia w jaki sposób ono otrzymało tę piątkę, ważne że piątka jest.

Dziecko skoncentrowane na ocenach może zacząć oszukiwać, unikać błędów, które mogą być podstawą poprawienia deficytów. Zatraca zupełnie sens sprawdzianów, które nie pokazują mu jego poziomu naukowego, ale raczej stanowią o tym jak bardzo zadowoleni są dorośli. Dziecko naturalnie sobie znajduje przestrzenie rozwoju. Tutaj nie ma na to czasu – szuka metod otrzymania piątki i uniknięcia dwójki.

Ponadto dzieci starsze, od około 10 roku życia, nie potrzebują już tak bardzo dorosłych, w związku z tym chęć przypodobania się nauczycielowi zmienia się w upierdliwą dla dziecka walkę o sensowne przetrwanie w tym dziwnym cyferkowym świecie. Od pewnego, zwykle okołogimnazjalnego momentu jest to czysta gra o to, by jakoś lawirować, móc się skoncentrować na tym co w tym wieku najważniejsze – relacjach społecznych – a zarazem mieć spokój od represji dorosłych za złe oceny.

Tymczasem tak naprawdę jesteśmy w kosmosie. Pewnego dnia w ramach pokazania tego absurdu zaczęliśmy do siebie mówić ocenami: „Bardzo dobre śniadanie, piątka”; „Zapomniałeś sprzątnąć sweter, minus”, „spóźnienie – dwója!”. To pokazuje jak bardzo absurdalny jest świat ocen cyfrowych. Wyobraźcie sobie, że przychodzi wasz pracodawca i mówi „dziś pracowałeś na cztery” - nie do końca mówi co, dlaczego, tylko w zasadzie stawia akcent na tę czwórkę. Do tego wasz współmałżonek po powrocie pyta was „co dostałeś w pracy?!” Uznalibyście obydwoje za kosmitów, tymczasem sami się zgadzamy, żeby dzieci żyły w tym kosmosie, który zapewnia nauczycielom jakąś formę dyscypliny!

Dodajmy, że dyscypliny bezmyślnej. Dziecko nie myśli czemu ma się dostosować do poleceń, czemu ma się nie spóźniać, czemu ma się uczyć, czemu ma się zgłaszać. W jego myślach są tylko i wyłącznie nie mające większego znaczenia cyferki, które dorośli wprowadzają jako szkolną walutę. Boli mnie bardzo, że jest to rozwój i olbrzymi potencjał szkoły sprzedany za tę walutę.

Te cyferki nie oddają nawet poziomu naukowego, bo dwie dziewczynki z Gdańska i Lublina, które w drugiej klasie dostały czwórki za czytanie mogą być na absolutnie różnym poziomie zależnym od wymagań albo nawet i humoru nauczycieli. Oceny mówią niewiele, do tego bardzo często są zależne od nauczycielskiego „widzimisię”.

Zewnątrzsterowność ocen

To co jest dla mnie jeszcze ważne w ocenach, to przełożenie edukacji dziecka na zewnątrz, na pragnienie dostania cyferki, zadowolenia dorosłego. Edukacja przestaje być dla siebie. Jest naturalne dla człowieka, że jak poznaje wartość nauczenia się czegoś – to zaczyna się uczyć. Dokładnie tak jak ja uczę się tańczyć. Nawet płacę za to by się uczyć – jak bezsensowna musi być w oczach dziecka nauka, skoro nie ma mowy o płaceniu ale raczej jest mowa o nienawiści.

Szkoła mogłaby uczyć wielu rzeczy na bazie wewnętrznej motywacji, zwłaszcza, że dzieci bardzo łatwo jest przekonać do sensowności czytania, pisania czy liczenia, a także wielu innych rzeczy, które są w podstawie programowej.

Dzieci same odczuwają uczenia się, ale przestawiają się na sterowanie z zewnątrz na to, czego chcą dorośli. Zabijany jest mechanizm, który mógłby do końca życia być motorem rozwoju – realizowania pragnienia potrafienia czegoś. „Zaocenione” dziecko w mniejszym stopniu będzie pragnęło rozwijania swoich umiejętności, jeśli dorosły nie pokaże mu co jest wartościowe – tak jak to robił od pierwszych lat nauki.

Jego rozwój zostaje przekazany na zewnątrz i jest to niebezpieczne, bo na początku „zewnątrz” oznacza rodziców i wychowawców, ale potem owe „zewnątrz” może być zupełnie innym podmiotem – niechcianym przez rodziców. Niemniej powiedzenie nastolatkowi „zastanów się!” będzie bezsensowne wobec faktu, że dorośli sami nauczyli dziecko myśleć w kategoriach zewnętrznych i to na tak bezsensownych zasadach jak sześć pierwszych liczb naturalnych.

Brak ocen to szukanie własnej motywacji, podążanie za własnymi potrzebami i rozwijanie tych umiejętności, do których jest motywacja. Jest to trudne, ale dla mnie dobry nauczyciel to ten, który potrafi dziecku pomóc szukać umiejętności dlań wartościowych. Na początku są one dość spójne, bo są kluczem do świata społecznego, jak czytanie, pisanie, liczenie, podstawy biologii, matematyki, fizyki czy historii. To są nasze wspólne podmioty, społeczne kody językowe, dzieci naturalnie się pytają wówczas o czym my mówimy i szkoła mogłaby na to odpowiadać. Potem zainteresowania są dość indywidualne i z tym edukacja systemowa sobie radzi średnio, ale to temat na inną opowieść.

Oceny w klasach 1-3 - prawo

Szczególnie istotnym dla mnie tematem są dzieci w klasach I-III. To jest okres życia, kiedy dzieci mają jeszcze naturalne pragnienie uczenia się i szczególnie złości mnie niszczenie tysięcy dziecięcych potencjałów.

Polskie prawo powoli zaczyna dorastać do tego problemu i niezwykle wolno się dostosowuje. Niestety jeszcze wolniej to robią nauczyciele, którzy nie chcą rezygnować z cyfrowej metody dyscyplinowania dzieci.

Prawo jasno określa zasady oceniania końcowego dzieci, które musi być na zasadzie opisowej (czyli takiej, którą często otrzymujemy od znajomych, od pracodawców) – która jasno opowiada co dziecko potrafi, czego jeszcze nie. Daje mapę dziecięcych umiejętności.

Oceny codzienne należą jednak do szkoły i to jej statut określa czy i jak są oceniane dzieci. Ustawa o systemie oświaty jasno mówi, że to również może być ocena opisowa. Jak to jednak wygląda, to już zależy od poszczególnych szkół. W kuratoriach krąży informacja, iż niebawem ocena opisowa zostanie narzucona szkołom. Niestety widząc fikołki jakie obecnie robi prawo edukacyjne zaczynam się obawiać czy ktoś „zajmie się takim drobiazgiem”. Tym bardziej, że rodzice chętnie przystają na metodę tak sprawnie dyscyplinującą ich dzieci. Nie zauważając zniszczeń, jakie ona czyni, bo potencjału, którego nie ma po prostu nie widać.

Na tę chwilę by poznać prawo panujące w waszej szkole musicie zerknąć do jej statutu i działu dotyczącego ocen w klasach 1-3. Nauczyciel jest zobowiązany dostosować się do statutu, który, jeśli dobrze się orientuję, nie może być zmieniony bez konsultacji z Radą Rodziców.

Obiecuję w czwartek sprawdzić jak się ma sprawa z potencjalnymi ocenami opisowymi w klasach 4-6 i napisać o tym na Fanpage'u.

Jak walczyć z ocenami

Pierwszą rzecz już Wam opisałem – można oprzeć się na prawie, aczkolwiek mam świadomość tego, że bez eksperta w tej dziedzinie ustanie oko w oko z nauczycielem może być dla rodzica trudne. Zwłaszcza, jeśli nauczyciel lubi w tej dziedzinie powoływać się na swój wieloletni autorytet.

Znacznie łatwiej jest z nauczycielami serdecznymi i otwartymi, którzy po prostu nie mają wiedzy w tym temacie bo pedagogika lub szkolenie nauczycielskie mogą być ubogie w tym temacie. Im starczy pokazać taki artykuł, audycję w Trójce, której link jest na końcu i oni zaczną wówczas sami poszukiwać nowej drogi, być może we współpracy z Wami. Choć do tego trzeba właśnie otwartości i pokory, że nie umie się wszystkiego.

Jeśli trafiacie na beton, potrzebujecie cięższych machin. Przede wszystkim innych rodziców. Większość klas ma swojego Facebooka, gdzie rodzice się wymieniają różnymi rzeczami, możecie się wymienić swoją wiedzą na temat ocen i stworzyć swój własny front. Zdecydowanie łatwiej Wam będzie rozmawiać z nauczycielem i innymi rodzicami w grupie niż samotnie.

W razie potrzeby, możecie się też podeprzeć ekspertami. Jest świetna grupa Budząca się szkoła, która wspiera nauczycieli i rodziców szkoleniami. W Warszawie, Grodzisku Mazowieckim czy Łodzi pomocą służę też ja. Swoich ekspertów ma Fundacja Bullerbyn, która zajmuje się Edukacją Demokratyczną. Taki ekspert może Was przeprowadzić przez cały proces dyskutowania ze szkołą na temat ocen.

Jeśli nie da się rozmawiać ze szkołą, możecie też wspierać dzieci. Nade wszystko można obśmiać oceny „trójka? Uuuuuu ale to groźnie brzmi!!!!”. Pokazać, jak mało ważne są jakieś cyferki. Zamian za to razem z dzieckiem usiąść i pogadać o tym z czego jest ta ocena, co ona mówi, co można z niej wyczytać. Jeśli można wyczytać to, że nauczyciel w złym humorze dostrzegł dziecko odwrócone w celu pożyczenia długopisu – pogadać jak bardzo ta ocena nie ma sensu. Jeśli natomiast jest rzeczywistym wyznacznikiem wiedzy – bez zbędnych emocji zająć się ewentualnym deficytem albo może potencjałem szczególnego rozmiaru.Możecie też jasno powiedzieć, jaka dla was jest jej wartość. Cyfra w domu może być drugorzędnym czy jeszcze niższym tematem. Mam jednak świadomość, że mimo waszej postawy dziecko nadal będzie potrzebowało ocen do zdobycia sympatii nauczyciela.

 

Dobiłem dziesięciu tysięcy znaków. To chyba maksimum, jakie mogę Wam dać w jednym artykule, żeby utrzymać jeszcze waszą uwagę. Jeśli temat jest wam bliski – pewnie dożyliście aż do teraz – za co może wasze dzieci wam podziękują, bo kto jak nie wy, może im pomóc chronić ich potencjał do uczenia się?

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku (Fanpage)

Audycja o ocenach w radiowej Trójce

 Cykl Edukacja pod lupą

wtorek, 11 października 2016, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie miesiące – drugi

    Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze czt

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

  • Edukacja pod lupą: Motywacja strachu

    To co moim zdaniem jest największą zmorą „systemowej” edukacji w Polsce to bardzo częste opieranie dziecięcej motywacji do nauki na strachu. Strach

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: