Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
W głowie się nie mieści – recenzja
Obiecałem na FB, że zrecenzuję od strony psychologicznej film dla dzieci „W głowie się nie mieści” oraz że napiszę czemu, mimo sympatii do filmu, na pewno nie pokazałbym go czterolatkom.

Filmem jestem autentycznie zachwycony, ponieważ w humorystyczny i prosty sposób pokazuje działanie emocji w naszym mózgu. Sposób jest tak prosty, że można z niego korzystać w rozmowie z dziećmi w wieku szkolnym. Dzieci potrafią taki obraz emocji odnieść do siebie i rozmawiać o nich na jej podstawie.

Emocje w tym filmie przejmują kontrolę nad życiem dziecka. Pod wpływem różnych wydarzeń przejmują ster w sposób typowy dla nich, co widać przede wszystkim u Złości, pana, który jak się wkurzy, to nic go nie zatrzyma przed reakcją, której czasami potem trzeba żałować.

(UWAGA SPOILER TREŚCI AKCJI FILMU)

 

Pokazanych jest kilka ciekawych aspektów. Jeden z bohaterów świata wspomnień w momencie załamania rozmawia ze Smutkiem. Okazuje się to skuteczniejsze od Radości, ponieważ po wygadaniu swoich kłopotów bohater czuje się lepiej. Tym samym Radość zaczyna akceptować Smutek jako istotny element życia emocjonalnego.

W ładny sposób pokazuje to problem podejścia do dzieci, w którym dorosłym wydaje się, że powinny być tylko radosne, a pojawienie się innych emocji należy jak najszybciej ukrócić przez odciąganie uwagi – tak robi właśnie Radość do momentu wspomnianej sceny ze Smutkiem (tutaj można jedynie mieć pretensje, że nie pokazano pozytywnej roli innych emocji). Tymczasem to właśnie Smutek przez tęsknotę uświadamia dziewczynce, że ucieczka z domu nie jest dobrym rozwiązaniem. Tęsknota za rodzicami budzi w dziecku chęć powrotu.

 

(KONIEC SPOILERA)

 

Można zagłębiać się w dość ciekawe niuanse, które się tu pojawiają, ale dla mnie najważniejszy jest czytelny podział emocji i baza do rozmawiania o nich. Dzięki temu możemy mieć wstęp do kontroli emocji („uwaga, widzę, że Pan Złość przejmuje kontrolę!”), wspomnień i rozmowy. To moim zdaniem jest główną wartością filmu.

Film od lat 6

Z lekkim dreszczem odnotowałem na Fanpage'u, że rodzice pokazywali ten film dzieciom w wieku 3-4 lat. Z kilku powodów zdecydowanie jestem przeciwny pokazywaniu w ogóle długometrażowych filmów dzieciom w tym wieku.

Przede wszystkim ich mózg musi przejść przez bardzo duży wysiłek. Nie jest w stanie asymilować tak wielkiej ilości bodźców. Prawdopodobnie przyjmie jakąś ich ilość, ale na pewno nie za wielką (badania na dzieciach 5-letnich pokazały swego czasu, że nie do rozgryzienia dla nich jest nawet ilość bodźców w Rumcajsie). Co gorsza, wobec intensywności bodźców mózg będzie pracował na pełnych obrotach przez 80 minut. To zdecydowanie ponad siły.

Oczywiście, można powiedzieć, że skoro przeżyło, to pewnie nic się nie stało. Nie do końca wiemy jak mocno zużyjemy mózg i czy nie stracimy trochę szarych komórek na takim wysiłku. My ludzie na różne sposoby nadużywamy swojego ciała szkodliwym działaniem. Zwykle nie ma bezpośrednich skutków, albo wychodzą one dopiero po dłuższym czasie. W każdym razie dla dziecięcego mózgu jest to wysiłek ekstremalny.

Co więcej, przy powielaniu tego wysiłku mózg musi się jakoś dostosować, zaczynać produkować więcej receptorów dla dostarczanych bodźców, wówczas zaczyna się już proces uzależnienia, w którym dziecko nie jest zaakceptować środowiska bez dużej ilości bodźców. Traci umiejętność koncentracji i spokojnych działań.

Drugą rzeczą, która mnie martwi w przypadku dzieci młodszych jest ich postrzeganie świata. W wieku około 6 lat zaczyna on być nieco bardziej realny. W przypadku dzieci młodszych jest on wspomagany fantazją i wyobraźnią, która jest istotnym elementem świata przez nie postrzeganego. W przypadku treści czytanych dziecko sobie radzi z różnymi problemami za pomocą filtra – wyobraża sobie straszne treści tak, żeby móc je przyjąć.

W przypadku bajek telewizyjnych nie ma cenzury ze strony wyobraźni - mózg otrzymuje wszystko zobrazowane i gotowe. To co jest pokazane na ekranie jest dlań prawdziwe – bo nie rozumie jeszcze koncepcji wymyślonej bajki. Obraz z ekranu zamieszka w dosłownej formie w głowie dziecka. W tym wypadku mam przed oczami Pana Złość z bajki, który wcale nie jest przyjemnym gościem (zdjęcie na końcu artykułu). Do tego mamy sporo innych postaci, które mogą być dla dziecka trudne i nawet nie wymienię które, ponieważ dla dziecka przerażająca postać może być tą, która dla dorosłego jest neutralna. Faworytem pozostaje tutaj wielki klown, strażnik, który nie jest przyjemną postacią.

Bajka „W głowie się nie mieści” pokazuje środek głowy dziecka. Naprawdę trudno będzie się pozbyć takiego wizerunku z świadomości czterolatka. Oglądanie bajek fantastycznych przez dziecko jest losowym rzucaniem placka z bajkowych obrazków. Większość może przeleci i się zmyje, ale co zostanie plamą nie do wyprania – nie wiadomo. Moim zdaniem to nie jest godne ryzyka.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku



poniedziałek, 05 września 2016, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie miesiące – drugi

    Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze czt

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

  • Mężczyzna prawie karmiący

    Kończy się właśnie Światowy Tydzień (Promocji) Karmienia Piersią. Chciałem dołożyć doń dwa grosze z męskiego punktu widzenia. Z braku piersi karmiącej jest to o

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/09/06 13:42:09
A co pan powie na puszczanie skeczy kabaretu Potem roczniakowi? Tych strasznych z duchami też? Bo moja oglądała non stop między 1 a 2 rokiem życia i dlatego na krytykowanym przez pana filmie nie tylko ziewała z nudów, ale się śmiała na widok tego strasznego potworka. Czymże jest kolorowy, śmieszny ludzik wobec wampira śpiewającego straszną pieść, wśród wycia duchów? Auuuu! ;)
Trzymanie dzieci pod emocjonalnym kloszem tylko zwiększa u nich traumę w wypadku nieprzyjemnej sytuacji. Jeśli dziecko od małego widzi straszne rzeczy (moja nie miała trzech lat a już uwielbiała film Potwory i Spółka oraz Uniwersytet Potworny), to się potem nie boi ciemności ani żadnych innych rzeczy. Zresztą akurat Potwory to jest bardzo fajny przykład, że dzieci boją się bardziej, kiedy są same i to nie jest wina potworów, ale bardziej rodziców, którzy "zamykają drzwi". Przy czym te same dzieci uwielbiają oswajać potwory i marzą o strasznych przygodach, których z rodzicami nie mają szansy przeżyć, bo ci naczytali się mądrości psychologów i nie pozwalają się im bać.
-
2016/09/08 10:48:39
Wobec Pani nastawienia zakładam, że Pani nie przekonam, ale nie ma we mnie zgody na głoszenie takich rzeczy rodzicom, więc odpowiadam.

Okres lęków przed potworami to okres przedszkolny. Wcześniej dzieci mają inaczej zbudowaną wyobraźnię i podświadomość. Dlatego czas szczególnie wrażliwy na potwory zacznie się później. Dzieci nawet oswojone z potworami mogą jednak coś z nich wyciągnąć niewyjaśnionego nie pojawiającego się w normalnym świecie.

Tym bardziej, że nie są chronione przed filtrem własnego mózgu, który nas dorosłych w okresie dzieciństwa chronił przed bajkami czytanymi i opowiadanymi. Które nadal mogą straszyć dzieci i konfrontować je z lękami, jak Pani postulowała, ale w sposób bezpieczniejszy i nie rujnujących dzieciom nocy i emocji.

W przypadku dzieci młodszych - ich mózgi absolutnie nie nadają się do oglądania ekranów. Są tak mocno nadużywane, że dzieci można wtedy karmić i przebierać i zrobią to na automacie, ponieważ cała ich świadomość jest pochłonięta i próbuje ogarnąć bodźce. Przy częstym wystawianiu na obraz ekranowy może się to skończyć stałym przyspieszeniem mózgu i dziecko nie jest w stanie niczego zrobić spokojnie. ma problemy z wolniejszymi czynnościami jak mycie zębów, jedzenie bez ekranu i szumu w tle itp.. Bardzo często jest to potem diagnozowane jak ADHD.

Może Pani córka jest cudownym wyjątkiem, a może ziewała z nudów, bo jej mózg już nie dawał rady i zaczął się wyłączać lub potrzebował dostaw tlenu by sobie z tym poradzić. Może Pani córka jest cudownym dzieckiem i nie łapie się w badaniach, wtedy koniecznie trzeba dać znać, ale jak skończy 10-11 lat, kiedy ostatecznie miną okresy lęków. Ale niestety znaczna większość podlega prawidłom badań psychologicznych i neurologicznych i Pani podejście dla większości dzieci jest szkodliwe. Co jako psycholog w imieniu nauki i własnego doświadczenia pracy z tysiącami, a nie jednym dzieckiem, czuję się zobowiązany podkreślić.

pozdrawiam
Jarek Żyliński