Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Dziecięcy brak kultury
Podchodzę do drzwi szkoły, otwieram je i przepuszczam kilkoro wychodzących dzieci, żadne nie mówi „dziękuję”, choć nie są w żadnym afekcie. Następnie wchodzę do świetlicy, głośno i pogodnie mówię dzień dobry. Żadne z około 15 dzieci nie odpowiedziało. Skąd się bierze taki brak kultury?

Pierwsza podpowiedź, rzecz się działa w szkole muzycznej, powtarzała się wielokrotnie. W zasadzie zawsze kiedy tam byłem, a jestem tam 1-2 razy w tygodniu. Czasami jedno, maksymalnie dwójka dzieci reagowała. W innych szkołach publicznych ten odsetek jest nieco większy*.

Wydawałoby się, że szkoła muzyczna, elita, powinno być inaczej, dzieci kulturalnych ludzi. Cóż, zakładam, że w takiej szkole znacznie większy odsetek rodziców widząc taką sytuację pospieszyłby

ze zdaniem „Co się mówi?!”. Rzecz w tym, że kulturalne zachowania tego typu nie rodzą się poprzez takie zdania.

Nie chodzi o znajomość zachowań, myślę, że ponad 90% dzieci w wieku szkolnym bez problemu rozwiązało by zagadkę, co zwykle się mówi w danych sytuacjach. Jednak mimo świadomości nie sięgają po takie rozwiązania.

Kultura dzieci bierze się między innymi z uważności na drugiego człowieka, świadomości tego, że on jest, czuje, współistnieje i współżyje w przestrzeni społecznej. Tymczasem coraz więcej dzieci tego nie ma.

Chciałem podkreślić dwa czynniki, które tu mogą mieć bardzo duże znaczenie. Pierwszym jest bycie branym pod uwagę. Dziecko, które jest brane pod uwagę przez dorosłych będzie brało pod uwagę innych. Tutaj właśnie chciałem wskazać na aspekt szkoły muzycznej, w której rodzice dziwią się słysząc, że ktoś może nie zmuszać dzieci do ćwiczeń gry na instrumencie.

Rodzice walczą z potrzebami swoich dzieci, które chciałyby robić co innego (bardzo mała część dzieci ćwiczy codziennie z ochotą, aczkolwiek są takie dzieci). Przez przymus nie biorą ich pod uwagę, albo może raczej biorą je pod uwagę po swojemu, nie zwracając uwagi na to, czego dzieci chcą. Dzieci nie doznając empatii i przechodząc codzienną walkę nie stają się wrażliwsze na potrzeby innych ludzi. Moim (nieprzebadanym, trzeba uczciwie powiedzieć) zdaniem ma to kluczowe znaczenie wobec postawy tych dzieci wobec innych osób. Znacznie więcej jest w nich egocentryzmu, skoncentrowania na sobie, bo skoro nie mogą liczyć na dorosłych, liczą na siebie.

Tym dzieciom brakuje też pewnie woli i inicjatywy. Skoro tak często ktoś jest zmotywowany zamiast nich i jasno mówi co dziecko ma w danym momencie robić, to one same też mają niższy od innych poziom wewnątrzsterowności i inicjatywy.

Oczywiście, że poza sytuacją instrumentu ich rodzice mogą być bardzo troskliwi i ciepli. Aczkolwiek bardzo brutalnie i szczerze mówiąc, skoro tak mocno wierzą w sens przymusu i przełamywania, to owe ciepło jakby ulatuje.

Drugą rzeczą, która nie pomaga w życiu społecznym jest zamykanie dzieci w komórkach. Jak się domyślacie, nie chodzi o komórki na narzędzia, ale efekt jest tak naprawdę sam. Dzieci zamknięte w komórkach nie mają kontaktu ze światem zewnętrznym. Są wessane i nie mogą ćwiczyć swoich umiejętności społecznych. W takiej sytuacji nawet nie ma sensu próbować mówić „dzień dobry”. Do takiego mózgu nie dociera nic prócz ekranowych bodźców.

Oczywiście komórki są po to, żeby rodzice mieli kontakt z dziećmi … kontakt z dziećmi … bardzo śmieszne...

No i oczywiście „ale co mam zrobić, skoro wszyscy mają i dzieci się będą śmiać z mojego dziecka”. Kim są wszyscy? Kto daje te komórki? Kto ma wyznaczyć normy, że to nie jest w porządku? Ja bym stawiał na dorosłych, a zwłaszcza rodziców, ale jeśli o czymś nie wiem – dajcie znać.

Dwie rzeczy, którymi możesz dziecku pomóc w życiu społecznym, w uważności na drugiego człowieka, w prostej empatii. Bierz je pod uwagę. Nie zamykaj go w komórce**.

 


*Tutaj muszę uczciwie powiedzieć, że nie odwiedzałem w ostatnim czasie liczby szkół nadających się na próbę badawczą, niemniej kilka ich było.

** Oczywiście komórki mają pewien walor społeczny, na ścianach pojawiają się ogłoszenia „zgubiono komórkę HTC, w przypadku znalezienia proszę o oddanie do sekretariatu”.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku


W sprzedaży jest książka "Miłość i Wychowanie" mojego autorstwa. Bez problemu znajdziesz ją w księgarniach. Możesz też do mnie napisać, jeśli chcesz książkę z podpisem :)

czwartek, 16 czerwca 2016, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Dwa słowa o odrzuceniu referendum edukacyjnego

    W cieniu walki o ustawy dotyczące sądów sejm odrzucił wniosek o referendum w sprawie reformy edukacji. Podpisało się pod nim 910 tysięcy osób. Muszę szczerze po

  • A jednak od małpy...

    Zwierzęta mogą nas sporo nauczyć o wychowaniu. A już na pewno małpy, do którym nam najbliżej. Poziom opieki wobec znacznie mniej skomplikowanych organizmów w pi

  • Jak reagować na kłamstwa dzieci

    Chyba każdy rodzic czy wychowawca wcześniej czy później staje oko w oko z dziecięcym kłamstwem. Czasem pojawia się w głowie pytanie jak reagować, czy dać dzieck

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Bata, *.dynamic.chello.pl
2016/06/16 17:55:14
Jeśli dobrze zrozumiałem przymus i brak zrozumienia prawdziwych potrzeb wysunął Pan jako główną przyczynę braku kultury u dzieci. Ale w sumie cały proces nauczania, jaki mamy w tradycyjnej szkole, jest takim przymusem, nie tylko szkoła muzyczna. Moje dzieci, jakby mogły pewno rzuciły by szkołę w ogóle. Tylko względy towarzyskie są tu pewną osłodą. Tak więc o ile zgadzam się z tym, jak Pan opisał czym jest kultura: wrażliwością na drugiego człowieka, to podejrzewam, że przyczyny jej braku są inne. Moim skromnym zdaniem wychowujemy dzieci na królewny, królewiczów. Są w centrum zainteresowania, gadamy o nich, podtykamy pod nos wszystko: zajęcia, dobre jedzenie, zabawki. Są przyzwyczajeni, że są najważniejsi. Czy król dba o potrzeby swojego dworu? Rzadko. No przecież król nie musi mówić dziękuję ani dzień dobry.
-
Gość: Ewa Ja, 92.60.129.*
2016/06/17 10:59:19
Moje dziecko jeszcze nie w szkole, więc może inaczej, ale... Widzę jeszcze inne aspekty tego niemówienia.

Widzę, że mojemu dziecku łatwiej do dorosłego zagadnąć inaczej niż mówiąc "dzień dobry" (może to dzień dobry, zbyt mało dla dziecka znaczy?).

I mam wrażenie, że on naprawdę czasem zapomina, że można odpowiedzieć na powitanie/pożegnanie. Wiem, że zna normy i kiedyś jakby używał częściej. Teraz mu pomaga, jak mu podpowiem wychodząc skądś, że teraz możemy się pożegnać (albo nawet: czy chcesz się pożegnać?, powiemy cześć czy do widzenia?). Albo tylko "zaraz wejdziemy do przedszkola i pani powie dzień dobry" - i to wystarcza, żeby jakoś jego uwagę skupić na tym powitaniu.

Ale też po prostu dziecko się wita inaczej. Wchodzi i wita się uśmiechem, albo w podskokach :) Pani mówi dzień dobry, a on nie odpowiada, bo przecież już się przywitał!

Komórki nie ma. Na instrumentach nie gra ;)

ps. Czasem nie mówi, bo się wstydzi. Ale to chyba oczywiste.