Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Dziecięce nawyki
Obgryzanie paznokci, ssanie kciuka, drapania, ściskania i inne dziecięce nawyki. Dość często się zdarza, że rodzice muszą się z nimi zmagać, a prośba „nie rób tego” przypomina walenie głową w ścianę.

Zapraszam do tego, żeby na te nawyki patrzeć podobnie jak na nawyki dorosłych, którzy gryzą długopisy, strzelają z palców i robią mnóstwo innych rzeczy, o których wiedzą, że nie powinni ale jakoś tak wychodzi...

Jak więc należy się zabrać do tego nawyku, kiedy już uznamy, że jest na tyle szkodliwy, że jednak lepiej coś z nim zrobić? Oczywiście można spróbować od „czy możesz tego nie robić?”. W skromnym ułamku takich sytuacji to zadziała, aczkolwiek jeśli zadziałało, to zakładam, że nie czytalibyście tego tekstu. Jeśli jest możliwość totalnego zatamowania danego nawyku (np. przez zabranie przedmiotu dziecku) może się to wiązać z dużym stresem związanym z bezradnością. W następnej kolejności dziecko zaczyna szukać innego rozwiązania problemu, z którym sobie radziło dzięki swoim nawykom.

Dlatego kolejnym krokiem nie jest wiązanie rąk, karanie czy krzyczenie. Kolejnym krokiem jest dochodzenie. Dochodzenie do przyczyny nawyku. Najpierw warto zaobserwować w jakich sytuacjach to się dzieje. Czy są to sytuacje stresowe, np. w przedszkolu, w oddaleniu od rodziców, u lekarza? Ewentualnie czas po tych sytuacjach, np. powrót do domu samochodem. Wówczas wielce możliwe, że dziecko w swoim nawyku znajduje jakąś formę uspokojenia.

Może tak być, że dzięki temu odciąga swoją uwagę od problemu i zajmuje się właśnie swoimi paznokciami, co jest formą relaksacji (odcięcie od bodźców, koncentracja na czymś nie stresującym). To jedna z najczęstszych przyczyn*. Ciekawostką tutaj może być obserwowanie ludzi żyjących w stresie, np. koszykarze NBA, którzy są pod stałą presją wyniku, czasu i obserwacji. Znaczna część tych graczy ma całą masę nawyków, niekoniecznie służących identyfikacji z kibicami, a właśnie jest jakąś formą uspokojenia się, opanowania emocji.

Czasami w przedszkolu, które nadmiernie obciąża dzieci zajęciami czuję się jak na meczu NBA, gdzie dzieci mają właśnie różne swoje nawyki, nie zawsze zdrowe dla nich lub pożądane przez społeczeństwo (jak na przykład onanizm). Może też tak być, że dzieci w ten sposób się wyciszają przed snem, uspokajają myśli i emocje z całego dnia.

Dość częstą przyczyną może być też problem z integracją sensoryczną. Dziecko może mieć potrzebę na jakiś dotyk, albo coś mu faktycznie przeszkadza w paznokciach czy skórze i szuka w ten sposób usunięcia dyskomfortu. Wówczas będzie to robiło niezależnie od sytuacji stresujących tylko po prostu w każdej wolnej chwili.

Podpowiedzią w poszukiwaniach są momenty, w których dziecko sięga po jakiś nawyk i analiza tego jaki problem jest załatwiany przez nawyk.

Integracja Sensoryczna i niepokój są bardzo częstymi przyczynami, ale zdecydowanie nie jedynymi. „Niestety” tekst na blogu nie ma wglądu w głowy Waszych dzieci, więc trudno odpowiedzieć na wszystkie nawyki. Za to psycholog podczas wizyty może osobiście pomóc w poszukiwaniach przyczyn nawyku. Nie dajcie się zwieść metodom behawioralnym ze smarowaniem paznokci gorzkim płynem. Przyczyna jest kluczem.

Skoro przyczyna jest kluczem, to drzwiami przez które ona pozwala przejść jest inna odpowiedź na potrzeby dziecka, które są przyczyną nawyku. Zwłaszcza w przypadku nawyków dotyczących niepokoju warto pochylić się nad środowiskiem dziecka, aby nie było ono stresujące. Jeśli to się uda, to może być mu znacznie łatwiej odejść od nawyku i to nawet bez zwracania nań uwagi.

Jeśli nie jest możliwe aż tak znaczne obniżenie czynników stresujących (np. choroby), to warto poszukać z dzieckiem innej, satysfakcjonującej metody uspokojenia się. Tak żeby przy tym nie niszczyło swojego ciała lub rzeczy.

Choć nie wygląda to na trudny proces, to muszę ostrzec, że to nie zawsze działa na „pstryk” i już. Czasami się tak zdarza, ale nie można na to liczyć. Znalezienie przyczyny może być trudne, zwłaszcza, jeśli nie jest to radzenie sobie ze stresem.

Jeszcze trudniejsze może być zastępowanie – dziecko jest przyzwyczajone do swoich metod. Nie da się po prostu tego zmienić. Raczej trzeba próbować w sytuacjach mało stresujących, kiedy jeszcze nie ma problemu z kontrolowaniem się przez dziecko. Potem krok po kroku ów nowy 'nawyk' wprowadzamy. Trochę to trwa, ale jeśli jest dobrze dobrany – w końcu zakończy się sukcesem.

Wprowadzanie nowego nawyku może brzmieć kontrowersyjnie, ale nawyki bywają i dobre dla organizmu człowieka. Na przykład dobrym nawykiem w sytuacji stresującej jest sięgnięcie po różne formy relaksacji i rozluźnienia. Może być nim rysowanie lub spisywanie różnych trudnych emocji, które nam się trafiają. Mogą być ćwiczenia oddechowe czy rozluźniające. Może być rytuał przytulenia się do wychowawcy co godzinę, jeśli przedszkole jest sporym obciążeniem dla dziecka ale wychowawca jest lubiany.

Nawyki są obecne w życiu człowieka, zwłaszcza w odpowiedzi na problemy nie mające zwykłych rozwiązań. W takiej sytuacji jedyne co możemy zrobić, to zadbać, żeby to były dobre nawyki. Trzymam kciuki za Wasze poszukiwania. Zarówno przyczyn jak i rozwiązań.



Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

środa, 04 lutego 2015, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie „miesiące” - trzeci, czwarty i piąty

    Coś z tych miesięcy wyszedł kwartał zdecentralizowany. Wiem, że czytaliście, bo sporo osób opowiadało, więc kontynuuję naszą historię. Historię, gdzie ojciec za

  • Ojcowskie miesiące – drugi

    Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze czt

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/02/09 12:17:19
Uśmiechnęłam się pod tym postem :) Bo właśnie skończyłam opisywać "nawyk" mojego synka, puściłam w świat, kliknęłam tu i :) Proszę- tekst, jak znalazł:)
Pozdrawiam i zalinkuję u siebie do Ciebie :)
-
2015/05/30 01:34:32
A co z nawykiem u 11 miesięcznego dziecka? Osobiście mnie i mojemu mężowi nawyk naszego dziecka nie przeszkadza, próbuję doszukać się jakichś uszczerbków na zdrowiu fizycznym bądź psychicznym, ale jakoś nie mogę. Za to wszystkim dookoła ssanie paluszka bardzo przeszkadza. Zadaję sobie więc pytanie czy to jest szkodliwe? i jakoś nie potrafię znaleźć odpowiedzi... Syn ssie palca w sytuacji kiedy: jest śpiący (jest to dla mnie sygnał- wtedy podaję mu pierś, jak jest głodny je jak nie, chwilkę "pociumka" i zasypia), kiedy jest głodny (podaję pierś lub inne jedzenie), czasami, kiedy jest zestresowany/nadmiar bodźców, tłumy ludzi, sklepy, telewizja, radio, światła. Kiedy wszystkie powyższe potrzeby są zaspokojone syn jest radosnym i pełnym życia dzieckiem i zdaje się w ogóle nie mieć pojęcia, że kciuk może służyć do ssania. Wyszłam z założenia, że nie zawsze i wszędzie jestem w stanie zaspokoić jego potrzeby, a jako "ssak piersiowy" żadnymi sposobami nie dał się wrobić w butelkę i inne smoki. Poza tym, palucha swojego osobistego, całkowicie ekologicznego ma pod ręką zawsze, nie musi płakać i się o niego dopraszać. Ale jak ciągle od wszystkich słyszę uwagi to już nie wiem co myśleć... Dlaczego ssanie silikonowego smoka jest ok, a paluszka nie? Czy jest to nawyk- niegroźny, który kiedyś minie, czy jakiś problem, który trzeba rozwiązać? Dodam jeszcze, że córka też ssała kciuka, ale całkowicie, właściwie z dnia na dzień sama przestała gdy miała pół roku, ale w zamian bardzo często dopominała się piersi. Do dzisiaj mimo, że jest już "dużą dziewczynką" lubi sobie possać pierś. Kiedy jest baaaardzo zestresowana, a ja odmówię to wręcz wpada w szał. Nie jestem zwolenniczką drastycznych metod, próbowaliśmy delikatnie odstawienia, ale o tym w ogóle nie ma mowy. I tu kolejne pytanie? czy jestem nienormalną matką? Czy moja córka ma nałóg? Dzisiaj w żłobku były wystąpienia z okazji dnia mamy i taty, były dzieci które wrzeszczały, szlochały, zalewały się łzami. Moja córka tylko wtulała się we mnie mocno i szeptała mi do ucha "mama chcę cycu". Udało wytłumaczyć się, że teraz nie, że w domu. Występy się skończyły, a ona pobiegła radosna bawić się z innymi dziećmi... W związku z tym cały czas biję się z myślami, zderzam z kategorycznym negowaniem i zastanawiam czy pierś może być nałogiem, czy to zupełnie chyba już zapomniany sposób na troski i bóle małego dziecka....