Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Rozmowa z Adamem Kulpińskim
Chciałem Wam pokazać rozmowę jaką przeprowadziłem z Adamem Kulpińskim, związanym z inicjatywą "Stop Pedofilii". To kolejna rzecz z tematu edukacji seksualnej. Prawdopodobnie w tym temacie pojawi się jeszcze audycja radiowa i większy artykuł już ode mnie. Rozmowa i jej kontekst - poniżej.

Ponad rok temu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała "Standardy edukacji seksualnej w Europie", mające wspomóc edukatorów seksualnych w ich pracy. Publikacja dokumentu wywołała wiele kontrowersji, szczególnie końcowa duża matryca o tym, jakie informacje dzieciom trzeba przekazać, czego trzeba nauczyć i jakie postawy trzeba pomóc dziecku rozwinąć.

Najbardziej kontrowersyjne to:

Dzieci 0-4: przekaż informację na temat: "Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie dzieciństwa"

Dzieci 4-6: przekaż informację na temat: "Związki osób o tej samej płci"

Dzieci 6-9: przekaż informację na temat: "Podstawowe wiadomości dotyczące antykoncepcji", "różne metody koncepcji" oraz "Pierwsze doświadczenia seksualne"

W związku z powyższym Fundacja Pro – prawo do życia we współpracy z innymi organizacjami powołała Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Stop Pedofilii", który wraz z poparciem 250 tysięcy ludzi złożył w Sejmie projekt ustawy. Spełnił on wymagane wymogi formalne i został skierowany do pierwszego czytania, które odbędzie się prawdopodobnie w połowie bądź końcem września 2014 r.

Projekt przedstawia się następująco:

"Art.1.

W ustawie z dnia 6 czerwca 1997r. kodeks karny, wprowadza się następujące zmiany:

W art. 200b k.k. [propagowanie pedofilii – rozdział przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności]:

„Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Dodaje się paragraf 2:

Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15, zachowań seksualnych, lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań.

W związku z ustawą obywatelską zostałem zaproszony do Sejmu na debatę "Edukacja czy demoralizacja – czy zakazać edukacji seksualnej w szkołach?”. Prowadzona w formie otwartej, organizowana przez zespół parlamentarny "Polska 2.0", stworzony głównie przez posłów Twojego Ruchu. Tak jak pisałem, debata nie spełniła moich oczekiwań, między innymi przez brak przedstawicieli akcji "Stop Pedofilii", za to po niej zgłosił się do mnie Adam Kulpiński, członek komitetu powyższej inicjatywy oferując swoją pomoc, poprosiłem go więc o rozmowę, której zapis możecie przeczytać poniżej.

Jarek Żyliński: Jaki jest cel wprowadzenia zmian proponowanych przez inicjatywę "Stop Pedofilii"? Co ma się zmienić dzięki nim?

Adam Kulpiński: Celem wprowadzenia zmian proponowanych w projekcie jest zwiększenie ochrony dzieci i młodzieży przed demoralizacją. Naturalnym jest, że jeśli współżycie małoletnich poniżej 15 roku życia jest niezgodne z przepisami, to karalne powinno być również promowanie, propagowanie i pochwalanie takich zachowań.

Mamy już taki zapis w kontekście profilaktyki alkoholowej – Kodeks Karny art. 208.: “Kto rozpija małoletniego, dostarczając mu napoju alkoholowego, ułatwiając jego spożycie lub nakłaniając go do spożycia takiego napoju, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”.

Czy taki zapis kogoś oburza? A “nasz artykuł” to przecież propozycja bliźniacza do art. 208 k.k., dotykająca jednak innej sfery życia młodego człowieka. Moim zdaniem wielokrotnie ważniejszej i poważniejszej.

Kolejno pragnę podkreślić, gdyż narosło według tego wiele przekłamań, że obawiać się naszego zapisu mogą tylko Ci, którzy propagują i pochwalają wśród małoletnich podejmowanie zachowań seksualnych. Wypowiedzi prasy i samozwańczych “edukatorów” seksualnych pokazują jednak, że ta grupa jest spora. Okazuje się, że praktycznie cała edukacja seksualna jaką oni mają do zaproponowania to właśnie pochwalanie podejmowania współżycia. Czyli przekładając to na grunt profilaktyki alkoholowej – przekazują oni wiedzę jak pić by nie dostać zapalenia wątroby. Wniosek ten wypływa z prostego faktu - czego mieliby się obawiać i po co mieli by zabierać krytyczny głos względem naszego projektu, gdyby nie propagowali zachowań seksualnych wśród małoletnich? Projekt zwyczajnie by ich nie dotyczył.

Pragniemy uświadomić rodzicom, że to do nich należy troska o wychowanie seksualne dzieci. Plany ukazywanych w mediach seksedukatorów są szkodliwe – taka “edukacja” nie pomoże w rozwoju i wychowaniu młodzieży.

Zupełnie słusznie wskazuje Pan na rodziców, jako odpowiedzialnych za wychowanie seksualne dzieci, ale oni niestety bardzo często tej odpowiedzialności nie podejmują i nawet szeroko zakrojone akcje dadzą efekt najwcześniej za kilka lat. Co Pana zdaniem powinno się zaoferować dzieciom i młodzieży pozostającym bez informacji?

Za wprowadzanie dzieci w świat płci odpowiedzialni są rodzice. Zgadzamy się co do tego, że nie wszyscy wykonują swoje zadania właściwie, ale w tej sytuacji to na rodziców powinniśmy wpływać. To oni powinni być uczeni jak ważna jest rozmowa z dziećmi o seksualności, im również można przekazać wiedzę jak najlepiej te rozmowy podejmować. Zalety takiego rozwiązania są ogromne, nie widzę również przyczyn dla których miałyby one dać efekt później inne programy. Jeśli czytają nas jacyś rodzice zainteresowani tematem - z konkretów mogę polecić książkę dra Marka Babika “Tato! Gdzie ja mam te plemniki?”, skierowaną do osób dorosłych, która mimo nieco przewrotnego tytułu zawiera wiele wartościowych rad doświadczonego pedagoga dającego wskazówki jak rozmawiać z dzieckiem o seksualności.

Jednocześnie mogę odradzić “Wielką księgę siusiaków” oraz “Wielką księgę cipek” polecane przez seksedukatorów z grupy “Ponton”, które są zwyczajnie odrażające. Treści tam zawarte niezmiennie budziły wstręt osób dorosłych, które się z nimi stykały, a są to przecież książki polecane przez Ponton dzieciom.

Jednocześnie nie jestem zwolennikiem stwierdzenia, że “lepiej jakoś niż w ogóle”. Zły sposób przekazywania wiedzy może przyczynić się do pogorszenia sytuacji bardziej niż brak tego przekazu. Benzyna nie jest najlepszym środkiem gaśniczym. Warto obserwować doświadczenia innych krajów. Chociażby w Wielkiej Brytanii w latach ‘90 XX w. wdrożono sporo programów seksedukacji. W tym samym okresie nastąpił dramatyczny wzrost zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową – o 20% u mężczyzn i 56% u kobiet. Ogromna część z tego to nastolatkowie, a dziewczęta poniżej 20. roku życia w 2000 r. stanowiły 41% wszystkich chorych na rzeżączkę w tym kraju.

Na tym tle tym bardziej niepokojące są działania wielu organizacji. Wyrażane przez nie zainteresowanie wdrażaniem edukacji seksualnej połączone ze skrajnym brakiem kompetencji w tej dziedzinie to mieszanka co najmniej łatwopalna, jeśli nie wybuchowa.

Czy to znaczy, że w szkole w ogóle nie powinno być żadnej edukacji seksualnej? Zarówno kiedy jest mowa o programie Pontonu jak i "Archipelagu Skarbów" dr Szymona Grzelaka? Czy Wychowanie do życia w rodzinie też powinno się z niej usunąć?

Nie powinno być w szkole żadnej tak zwanej “edukacji seksualnej”. Pragnę jednak zwrócić tutaj uwagę na pewien konflikt pojęć z którym mamy do czynienia. Z jednej strony, naukowo rzecz ujmując, tym terminem określa się wszelkie programy profilaktyczne, wprowadza podziały na edukację nastawioną na pierwszorzędową lub drugorzędową zmianę zachowań albo określa je jako typ A, B lub C.

W praktyce jednak powszechnie stosuje się inne rozróżnienie. W Standardach WHO, które definiują “edukację seksualną” skrajnie szeroko, i podkreślają wiele związanych z takim podejściem aspektów życia, odmawia się tego określenia (“edukacja seksualna”) programom, które obejmują swoim zakresem tematykę “przygotowania do małżeństwa i życia w rodzinie” (strona 10). Podobnież nie słyszałem od ludzi świadomie zajmujących się polskim Wychowaniem do życia w rodzinie, aby tytułowali się “edukatorami” seksualnymi. “Edukacja seksualna” to demoralizacja, a żaden rodzic nie zgodziłby się na uczestnictwo dziecka w takich zajęciach gdyby wiedział jak porusza się tam tematykę seksualności.

Proponowany przez nas zapis ustawy jest oczywisty w swoim brzmieniu. Nie używamy tam pojęć, które mogą być mylnie rozumiane. Czy WDŻ propaguje lub pochwala zachowania seksualne małoletnich albo dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań? Czy robi to Archipelag Skarbów lub Teenstar/PiON? Odpowiedź jest oczywista – nie. Nasz projekt z pewnością nie dotyczy tych programów.

Z drugiej strony ataki seksedukatorów na projekt pokazują ich prawdziwe zamiary. Czyżby zdjęli oni maski pomocników wprowadzających zdezorientowane dzieci w świat seksu i ukazali prawdziwe oblicza pedofilów?

Stwierdzenie, że protestujący seksedukatorzy są pedofilami jest bardzo ostre. Niemniej z jednej strony mówi Pan o odpowiedzialności rodziców względem pokazywania ścieżki seksualności dzieci, ale czemu nie pozwolić na to, żeby to rodzice decydowali - bo być może oni właśnie chcą, by sposób uczenia ich dzieci był przesunięty właśnie choćby w stronę rozumienia antykoncepcji? Bo właśnie tej ścieżki, a nie pedofilii, jeśli dobrze rozumiem, bronią seksedukatorzy Pontonu.

To rozważanie jest zwyczajnie logiczne. Jeśli szef w pracy nauczałby swoich pracowników (lub praktykantów - uczniów) w jakich pozycjach mogą uprawiać seks byłoby to molestowanie seksualne podlegające sądowi. A jak nazwiemy człowieka, który promuje i pochwala wśród 13-14 latków, że fajnie jest rozpocząć współżycie, byleby obie strony tego chciały? Jeśli jacyś seksedukatorzy sprzeciwiają się temu zapisowi to dowodzą, że czego chcą uczyć dzieci? W czym taki zapis im przeszkadza, jeżeli nie zamierzają promować ani ułatwiać małoletnim podejmowania zachowań seksualnych?

A projekt dotyczy właśnie – zakazu pochwalania i promowania wśród małoletnich poniżej lat 15 podejmowania zachowań seksualnych. Zapis ten nie precyzuje, że organizacja o nazwie ABC, albo program o nazwie XYZ jest zakazany, lecz mówi wyraźnie: “karze podlega kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15 zachowań seksualnych”.

Nasz projekt wprowadza kary za demoralizację dla każdego kto się jej dopuści. Obojętnie czy jest seksedukatorem, nauczycielem, wychowawcą czy trenerem sportowym. Drobiazgowe rozważanie czego naucza Ponton nie jest w związku z tym kluczowe. Na pewno jednak nie są to rzeczy dobre dla dzieci, jeśli ocenimy chociażby po wspominanych już książkach, które polecają oni na swojej stronie



 

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

piątek, 05 września 2014, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie „miesiące” - trzeci, czwarty i piąty

    Coś z tych miesięcy wyszedł kwartał zdecentralizowany. Wiem, że czytaliście, bo sporo osób opowiadało, więc kontynuuję naszą historię. Historię, gdzie ojciec za

  • Ojcowskie miesiące – drugi

    Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze czt

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: gienio, 217.8.190.*
2014/09/18 14:03:38
Czy tylko ja mam wrażenie, że p.Kulpiński jest kompletnie zaimpregnowany na argumenty, a sam stosuje jedynie uogólnienia, inwektywy i wszędzie widzi diabła?
I czemu on na siłę chce swój światopogląd narzucać całemu społeczeństwu?
-
Gość: , *.skynet.net.pl
2014/11/25 22:23:56
Ktoś w końcu wyjął głowę z piasku żeby powiedzieć to, co każdy kochający i myślący rodzic wie: Bardzo zdecydowane NIE! Dla każdego kto publicznie i z pozycji autorytetu będzie chciał hiperseksualizować moje dziecko od urodzenia. W procesie terapeutycznym potem jest to jasno nazywane: molestowanie seksualne. Tylko powinno być do 5 lat pozbawienia wolności