Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Karny jeżyk i … inne techniki relaksacyjne
Kiedyś dzieci straszono Czarną Wołgą, albo ewentualnie Dziadem Mrozem. Teraz używa się do tego karnego jeżyka. Figura, która w naszą kulturę wsiąkła bardzo mocno, więc wypada do niej wrócić, ale trochę inaczej.

Karny jeżyk w swoim założeniu jest miejscem, w którym dziecko za to, że zrobiło coś wbrew zasadom siada i odczekuje pewną ilość czasu. Odpoczywa od sytuacji, w której nie umiało dostosować się do umówionych zasad.

Spór czy jest to kara czy nie, moim zdaniem rozstrzyga się przez to, że jest to przymus nie będący naturalną konsekwencją sytuacji (bo co ma ten jeżyk do na przykład uderzenia braciszka?). Czyli kara. Nawet jeśli umówiona wcześniej z dzieckiem – kara (wówczas można ładnie dodać „kara umowna”).

Niemniej ja bym nie chciał się przesadnie pastwić nad biednym zwierzątkiem, każdy w głębi serca sobie je oceni i zastosuje lub nie. O karach i nagrodach było już dużo. Ale chciałbym przejść do innego aspektu, który jest podawany przez „obrońców jeża” – że jest to czas wyciszenia.

Świetnie! Bo czasami jest właśnie tak, że dziecko płacze, jest złe, a tu dookoła tłum różnych ludzi, albo nadal dzieje się coś wkurzającego. Czasem jak mogę, to interweniuję mówiąc, że może warto przestać mówić do dziecka, nie uciszać go, ale przytulić lub odsunąć się o krok i dać wyrzucić z siebie emocje, tropem myśli, że lepiej by były na zewnątrz niż wewnątrz.

Wtedy właśnie można zastosować time-out (angielska nazwa karnego jeżyka) – ale w rozumieniu sportowym. W sporcie time-out bierze się wtedy, kiedy zawodnikom coś nie wychodzi i jest coraz gorzej. Wtedy przerywają to, biorą kilka głębokich wdechów i po obniżeniu stresu jest szansa, że uda im się to lepiej niż do tej pory.

Właśnie tego czasem dziecko potrzebuje. Przestać robić rzecz, która je denerwuje. Może to być kłótnia z kimś, może być jakaś trudna czynność albo zabawa. Wtedy moment oderwania się od tej czynności i odcięcia od bodźców wkurzających może być zbawienny. Trzeba chwilę odczekać i wrócić do sprawy na spokojnie.

Można się pokusić o to, żeby dziecku taką przestrzeń przygotować. Czasem świetnie sprawdza się przytulenie do rodzica, ale może to być stolik z kartką do porysowania, albo krzesełko przy miłej muzyce. Tyle tylko, że najpierw dziecku trzeba pokazać jak to działa. Najlepiej w sytuacji kiedy tej złości jeszcze jest mało – zaproponować mu chwilę odpoczynku – jak zobaczy, że taki time-out działa – to samo może zacząć z niego korzystać. Z czasem może umieć się samo kontrolować i powiedzieć „jestem zły, muszę odpocząć” - znajome dla nas, prawda?

Jeśli jednak do tej metody włączymy elementy przymusowego rozstania, wówczas napotkamy na bunt i frustrację. Każdy zakaz, na dużego i małego człowieka, działa wręcz przeciwnie. Wywołuje złość lub smutek lub strach – czyli te emocje, które tą metodą chcemy akurat obniżyć. Tylko jeśli dziecko samo wybierze taki odpoczynek – będzie on mógł być rzeczywiście relaksujący.

Tutaj chcę zaznaczyć, że także odejście rodzica – ostoi poczucia bezpieczeństwa – może być stresujące. Dziecko czasem boryka się z problemem, że złości się na rodzica i zarazem go potrzebuje. Także rodzic może się w tym czasie złościć na dziecko i widzieć, że ono go potrzebuje. Czasem rozwiązanie znajduje się w byciu blisko, ale nie w bezpośrednim kontakcie.

Obiecałem w tytule inne metody relaksujące, ale nie będę przesadnie odkrywał Ameryki. To, że dotyk i przytulenie często jest uspokajające – wiemy bardzo dobrze. Choć też wiemy, że czasem jeśli przyczyną emocji jest ostra dyskusja dziecka z rodzicem – nie jest łatwo dać taki gest.

Poza tym świetnie sprawdzają się te metody, w których dziecko koncentruje się na jednym niestresującym bodźcu. Czyli na przykład rysunek albo słuchanie muzyki. Może to być też słuchanie bajki (nie polecam oglądania, bo to zbyt mocno angażuje mózg dziecka i jego percepcję wzrokową).

Jest też taka zabawa dla odrobinkę starszych (trzeba umieć liczyć) dzieci, którą bardzo lubię. Dziecko zamyka oczy i jego zadanie polega na tym, żeby równo po 10 sekundach podnieść rękę (rodzic w tym czasie mierzy czas). Wówczas dziecko niby koncentruje się na tym zadaniu (odcina się od bodźców stresujących, zwłaszcza zamykając oczy), ale koncentruje się na rytmicznym i powolnym liczeniu, co potrafi mocno zrelaksować.

Zabawę polecam też dorosłym. Trzeba ustawić sobie stoper. Zamknąć oczy, włączyć i spróbować "na czuja" wyłączyć go po 30 sekundach*.

Tyle więc o karnym jeżu – można z nim wojować, ale można wziąć z niego tyle, ile może być dobrego. Tak samo jak choćby z powiedzenia „idź do kąta, przemyśl swoje zachowanie i wróć jak się uspokoisz”. Brzmi jak masakryczne wspomnienie, ale ma swój sens, jeśli sparafrazuje się to tak: „Poczekaj, jesteśmy obydwoje źli, usiądźmy sobie spokojnie i zaraz wrócimy do rozmowy”.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

 

*po zapytaniu czytelniczki dopowiadam - można liczyć

wtorek, 17 września 2013, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Między nauką, religią i dzieckiem

    Jako psycholog czasami pracuję z osobami wierzącymi, które wplatają aktywnie wiarę w swoje życie i czasami wykorzystuję to w swojej pracy. Zastanawiam się jedna

  • Dojrzałość szkolna

    Rodzice dzieci w wieku 5-7 lat zaczynają się zastanawiać, czy ich dzieci są gotowe na szkołę. Przyszedł moment, kiedy termin „dojrzałość szkolna” je

  • Edukacja pod lupą: Motywacja strachu

    To co moim zdaniem jest największą zmorą „systemowej” edukacji w Polsce to bardzo częste opieranie dziecięcej motywacji do nauki na strachu. Strach

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: