Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Pogadajmy o miłości
Piszę dużo o metodach, o potrzebach o edukacji. Bardzo różnych rzeczach, które są potrzebne w wychowaniu. Natomiast właściwie się w ogóle nie pisze o miłości, a jest to ujmująco prosty temat, który w wychowaniu bywa najważniejszy. Zresztą nie tylko w wychowaniu.

Bardzo wiele przygód wieku dzieciństwa nie jest problemem doboru metod wychowawczych. Czasem dość istotna jest komunikacja – ona potrafi napsuć trochę „wychowawczej krwi”, ale to też nie jest głównym źródłem problemów. Bardzo wiele problemów dziecięcych wynika z tego, że gdzieś komuś zabrakło … miłości.

Czy miłości może brakować lub nie? Przecież nie można się zdecydować na kochanie? A jednak można. Ja rozumiem miłość w taki sposób, że to nie tylko uczucie, którym darzymy kogoś, ale także decyzja, że będziemy to uczucie pielęgnować, a nad relacją się pochylimy. I takiej decyzji czasem dzieciom brakuje.

Mam wrażenie, że za łatwo czasem rezygnujemy z wejścia w relacje miłości z partnerem czy dzieckiem za cenę swoich potrzeb. One są niezwykle ważne i nie zadbanie o nie również owocuje napięciami, które wcale w wychowywaniu nie pomagają.

Ale chodzi mi najbardziej o brak próby pochylenia się nad problemem. Zderzenia się i skonfrontowania z drugą osobą, która czegoś potrzebuje lub która nas rani i załatwiania tematu zastępczo. Wobec dzieci jest to czasem nie słuchanie ich potrzeb tylko podjęcie decyzji za nie. To często jest proste i szybkie. Rodzic wzrusza ramionami „no nie da się inaczej, musi być ten żłobek”, „No musiałem mu dać klapsa, bo się nie uspokoi!”. Podejmuje różne decyzje mówiąc, żeby dziecka nie rozpuszczać, że nie ma pieniędzy – bardzo różne powody – które często są oczywiście oparte na prawdzie, ale pochylając się nad nimi – podejmując trud wyrzeczenia, można znaleźć lepsze, albo chociaż „mniej złe” rozwiązania.

Też ten trudny wątek rozstających się rodziców. Tak, są sytuacje, kiedy to naprawdę jest najlepsze wyjście z jakiejś sytuacji. Ale widzę, że czasem ludzie naprawdę nie podejmują trudu konfrontacji i rozmowy. Pracy nad własną wzajemną miłością. Skonfrontowania się z wyzwaniem ciężkich rozmów – bo wiem, że piszę o bardzo wielkich i ciężkich rzeczach. Ale to jest właśnie ta część miłości, która jest decyzją. Nie czujemy, że chcemy – ale się zdecydowaliśmy. Być rodzicami, być małżonkami.

Nie przyjmujemy, że to jest autobus ekspresowy, który ma jeden przystanek – dopiero na pętli. Wrzeszczymy do kierowcy, że NIE MA PRAWA nas uciemiężać. MUSI nas wypuścić. Może to czas na przełom – mamy dojechać do pętli. Zróbmy więc coś, żeby to była dobra podróż. Trzeba jednak usiąść obok osoby, której zadeklarowaliśmy miłość i szukać jej potrzeb.

Ale też nie tylko jej potrzeb. Decyzja na miłość ma w sobie też dbanie o swoje potrzeby ale z drugą osobą. Kiedy sami bierzemy się za swoje potrzeby, to być może weźmiemy plecak i zamkniemy za sobą drzwi. Tak często jest łatwo i skutecznie. Bycie w relacji, to czasem właśnie podzielenie się swoim bólem, wystawienie wręcz (strasznie trudne!) na widok tej osobie ale po to, żeby za 5 lat nie mieć w sobie ran, które prowadzą do tego zwrotu „ Tak, są sytuacje, kiedy rozstanie jest najlepszym wyjście z jakiejś sytuacji”.

Myślę sobie o „starych czasach”. O PRLowskim wychowaniu, o którym tak często słyszymy „nas tak traktowali i jakoś żyjemy”. No właśnie. Jakoś żyjemy. Nasi rodzice* nie do końca myśleli o naszych potrzebach tylko robili jak trzeba. Bo nie da się inaczej. I teraz rozglądam się i widzę właśnie ludzi, którym bardzo trudno jest spotkać się ze swoimi potrzebami nawzajem. Trudno jest poprosić o zadbanie o własne potrzeby – bo właśnie tak nigdy z nimi nie robiono. W szkole, w domu. Na różne sposoby. Musieli sami o nie dbać i tak im zostało – nie zaproszą nikogo do relacji wzajemnego dbania o potrzeby, a przecież mieszkają razem!

I teraz przechodzimy inny etap tego braku dbałości o potrzeby innych. Teraz mówimy dbaj o siebie. Masz do tego prawo! Masz prawo do wszystkiego. Twoje wybory, Twoje ciało, Twoje życie, Twoje Twoje Twoje. Tak, to wszystko Twoje. Tylko czy chcesz to dzielić z kimś? Chcesz podjąć oddanie mu trochę z siebie i poprosić, by on zadbał o Ciebie? Czy jesteś gotowy, żeby wziąć odpowiedzialność za dziecko i choćby dla niego znacznie bardziej poświęcić się budowaniu dobrego związku, bo on od Was uczy się też miłości i zaufania drugiej osobie?

Rany, myślę, że to czasem tak delikatne i trudne sprawy. Ba, wiem jak łatwo oberwać kamieniem za słowa „poświęć się!”. Bo może to nie o to chodzi. To nie jest być może kwestia poświęcania się. Wracam do metafory ekspresowego autobusu. Myślę, że poświęcenie jest wtedy, kiedy pomyślimy dokąd jedzie autobus dopiero jak już się rozpędzi. Wtedy zarzynamy swoje nieprzewidziane potrzeby. Może to wszystko jest w większym stopniu odpowiedzialną decyzją przed kupieniem biletu. Przyjrzyj się, tam nie ma przystanków przesiadkowych. Przyjmij to. Szczególnie, kiedy chodzi o dzieci. Jak chcesz je kochać – to podejmujesz decyzję na jazdę bez przesiadek. Możesz zapewnić sobie wygodne siedzenia, może nawet stopery. Ale jedziesz do końca.

Czasem podejmujemy rozwiązania „tu i teraz” bo wydaje się nam, że za chwilę jest przystanek. Dajemy sobie przyzwolenie na wyjście w każdej chwili – pokazuje to choćby kryzys małżeństwa w społeczeństwie i wcale nie chodzi o to kościelne. Jak bardzo się boimy powiedzieć „do pętli!”.

I zataczam pętlę. Wracam do tego, co napisałem na początku. Wiele dziecięcych problemów wynika z tego braku miłości. Strach, poczucie winy, brak wzorców więzi czy roli w związku/rodzinie, złość, niestabilność emocjonalna. To wszystko czasem nie jest kwestią metod i cudów na kiju, tylko właśnie pochodzi z braku miłości.

I teraz ważna prośba. Być może patrzysz w tył. Być może to Cię zabolało, bo stały się rzeczy, do których już nie wrócisz, nie naprawisz. Może właśnie zabrakło miłości. W swoim życiu też widzę takie momenty. Ale w tym tekście nie chodziło mi o żal i poczucie winy. Chodzi mi o jutro. Prawdopodobnie jesteś teraz w relacji – choćby z Twoim dzieckiem. Zapraszam Cię do podjęcia trudu bliskości. Dzielenia się tym co nosisz z osobą z którą chcesz budować miłość. Zapraszam Cię też do tworzenia drugiej osobie przestrzeni by mogła się dzielić z Tobą. Konfrontuj się, nie unikaj. Buduj.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku.

 

* Tak, generalizuję, to nie jest o każdym. Ale jest to rys wychowania PRL.



środa, 08 maja 2013, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie miesiące – drugi

    Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze czt

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

  • Mężczyzna prawie karmiący

    Kończy się właśnie Światowy Tydzień (Promocji) Karmienia Piersią. Chciałem dołożyć doń dwa grosze z męskiego punktu widzenia. Z braku piersi karmiącej jest to o

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: