Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Muszę wyciągnąć konsekwencje!
Często kiedy dziecko robi coś złego, rodzic czuje się w obowiązku sprawić dziecku przykrość, żeby tylko dziecko więcej nie powtórzyło tego czynu. Staje niejako pod owym tytułowym przymusem wyciągnięcia konsekwencji. Często słyszy się wówczas „muszę ukarać dziecko”.

Motywacja jest szczytna. jeśli dziecko robi coś niebezpiecznego czy narusza czyjeś granice to rodzic nie chce, by się to powtórzyło. Skojarzenie, że jak jakaś rzecz jest nieprzyjemna to jej unikamy też jest trafne. Z jakiegoś powodu generalnie nie przytulam się do piekarnika. Tylko w tym wszystkim „nie do końca jestem przekonany” do założenia, że dzieci są głupie – bo takie założenie towarzyszy założeniu, że nauczą się czegoś przez karę.

Jeśli ukarzemy za coś dziecko lub zakomunikujemy mu, że to zrobimy w określonej sytuacji, to ono owszem, dostanie od nas sygnał, że coś z tym zachowaniem jest nie tak. Potem może nawet wytłumaczymy co. Tylko czy my sami jesteśmy przekonani do tego wytłumaczenia, skoro do tego trzeba dowalić jeszcze karę z innej bajki?

Właśnie na tym polega problem wyciągania konsekwencji, że dziecko nie myśli o tym, co jest złego w takim czynie. Rodzic też nie widzi widać w tym nic wystarczająco złego, skoro musi dodać do tego coś jeszcze gorszego, by przekonać dziecko.

Jeśli kara jest realna a czyn uchwytny, to oczywiście dziecko ze strachu przed nią zachowa się zgodnie z oczekiwaniami rodzica. Jeśli jednak będzie mogło oszukać system kar – to to zrobi. W końcu tą złą rzeczą dlań jest kara. Nie ma kary – więc czemu nie?

Cała sztuka wychowania i przekonania dziecka do nie robienia czegoś polega na realnym pokazaniu konsekwencji danego zachowania. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do kary, sposób działania świata pozostaje na całe życie. Dopiero tutaj zdanie „muszę wyciągnąć konsekwencje” ma sens – jak długo ma to konsekwencje faktyczne, a nie wyciągane na przykład z kieszonkowego.

Kiedyś w tym temacie jeden tata mnie zapytał, czy w związku z tym ma pozwolić dziecku położyć rękę na gorącym kominku. Cóż – oczywiście byłoby to w myśl tej zasady i byłoby zdecydowanie skuteczne. Dziecko bałoby się kominka, a nie kary – i słusznie. Niemniej nie trzeba być tak radykalnym. Można spokojnie z dzieckiem zrobić eksperyment – usiąść przed kominkiem i razem z nim powoli zbliżać rękę, aż poczuje, że to bardzo gorące i dalej by to było nieprzyjemne. No i gotowe, dziecko już wie.

Znalezienie konsekwencji czasem jest dość pracochłonne albo nawet niemożliwe – bo zależy na przykład od szczęścia – czasem ktoś ma fuksa i spadnięcie z parapetu nie ma żadnych konsekwencji. Wówczas do rozsądnej inwencji rodzica zależy jak pokazać dziecku owo zagrożenie.

Przysłowiowe wyciąganie konsekwencji zaprasza rodzica do roli przewodnika, który razem z dzieckiem przemierza różne trudne momenty i pokazuje mu, co takiego się stało po drodze. Rodzic wówczas wyciąga konsekwencje z czynu popełnionego przez dziecko – ale to jest ta różnica. Wyciąga konsekwencje Z DANEGO CZYNU – znajduje tę przyczynę, czemu on jest zły. A jeśli takich nie ma, to kto wie, może czyn nie jest taki zły.

Przy czym dobrze jest mieć tutaj szerokie spojrzenie. Moja złość z bardzo dużej ilości hałasu też jest realną konsekwencją, kiedy dziecko rąbie patelnią o patelnię. Mogę po prostu dziecku o tym powiedzieć – niech wie, że tak to czasem działa. To też kolejna sztuka, żeby pokazać dziecku konsekwencje w postaci sytuacji społecznych. Czasem aż prosi się o manipulację w celu wzmocnienia przekazu („ciocia będzie niezadowolona jak nie odrobisz lekcji!”), ale w ramach rozsądku jest to zwykłe uczenie dzieci jak działa świat ... tudzież te dwie patelnie.

Rozumiem, kiedy rodzic sięga po system kar i nagród w sytuacjach bardzo wyjątkowych, kiedy w ważnej materii nie może pokazać dziecku konsekwencji na jego błędzie, bo są zbyt poważne. Nie da się też wytłumaczyć. Wówczas na czas trwania zasad kar i nagród może udać się odciągnąć dziecko od czegoś o nieodwracalnych konsekwencjach do czasu, kiedy będzie to w stanie zrozumieć. Niemniej na koniec jeszcze jedna anegdotka, która pokazuje, że naprawdę konsekwencje przychodzą czasem same.

Jeden tata (jeśli to czyta, bo wiem, że czasem czyta – pozdrawiam go!) opowiadał mi jak jego 3-letnie dziecko dorwało kiedyś jakimś cudem zapałki. Odpaliło jedną i upuściło na stolik, Zaczął się robić mały pożar – na szczęście błyskawicznie ugaszony. Ojciec był przerażony i był gotowy dać podpalaczowi w skórę – nie z emocji, ale chcąc mu raz na zawsze wybić z głowy takie działania. Spojrzał na niego i zobaczył w jego oczach wielki strach po minipożarze. Tak wielki, że już wiedział, że nie musi nic więcej robić, żeby dziecko nie tykało się zapałek.

Serio, dzieci nie są głupie – jak kara pochodzi od nas – to my jesteśmy źródłem cierpienia, a nie to wydarzenie, za które karzemy. To nie jest łatwe, ale naprawdę ma większy sens i uczy dzieci życia, a nie strachu.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

poniedziałek, 06 maja 2013, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie miesiące – drugi

    Pierwszy miesiąc dziecka jest chyba najbardziej urodzajny w zmiany. Nie na darmo czasem wyodrębniany jako etap życia jest okres noworodkowy – pierwsze czt

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

  • Mężczyzna prawie karmiący

    Kończy się właśnie Światowy Tydzień (Promocji) Karmienia Piersią. Chciałem dołożyć doń dwa grosze z męskiego punktu widzenia. Z braku piersi karmiącej jest to o

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Ewa, *.dynamic.chello.pl
2013/06/03 16:08:35
To mieli szczęście z tym pożarem;)

Moje dziecko nie raz zapaliło zapałki i nic się jeszcze nie stało. Brakuje nam argumentów:)