Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Wyręczanie hamuje rozwój
Potrzeba jest matką wynalazku, ale nie tylko. Potrzeba jest też jednym z głównych motorów napędowych rozwoju dzieci. Jeśli zaczniemy załatwiać te potrzeby za nie, wówczas stracą chęć do nauczenia się różnych umiejętności.

Dzieci nie uczą się nowych umiejętności dla sportu. One są dla nich narzędziem do osiągnięcia celu. One funkcjonują w bardzo prosty sposób. Kiedy mają cel, są ekonomiczne, próbują go osiągnąć jak najmniejszym kosztem.

Na początku tym kosztem jest poproszenie rodzica o pomoc przez płacz. Proste i pomagamy w tym, bo dzieci muszą na początku się dowiedzieć, że mogą się poczuć na tym świecie bezpiecznie. Potem jednak te potrzeby są coraz szersze, a dziecko może coraz więcej wziąć na siebie.

Chce się przemieszczać po całym domu – więc uczy się raczkować i chodzić. Chce lepiej się z nami komunikować, więc uczy się mówić. Dokładnie ta sama zasada obowiązuje nas do końca życia. Jeśli mamy potrzebę, łatwiej nas zachęcić do działania.

Niemniej istotną rzeczą w tej zasadzie jest właśnie fakt, że koncentrujemy się raczej na celu. Oczywiście nie pójdziemy na skróty, jeśli wiemy, że bardziej pracochłonna metoda pozwoli nam zapobiec problemów także w przyszłości. Ale generalnie nie chodzi nam o umiejętności, tylko o załatwienie sprawy – to tak jak dzieciom.

Tutaj właśnie kluczowe jest wyręczanie. Rodzic/opiekun jest najłatwiejszą i najszybszą metodą załatwiania różnych rzeczy. Podejrzewam, że królowie i książęta kiedyś byli strasznie ograniczonymi ludźmi, bo ich potrzeby załatwiano za nich, więc niewiele umieli. Oczywiście świetnie zarządzali ludźmi, bo w ten sposób załatwiali swoje potrzeby. Gdyby tak nie było, ich służący by się jakoś wykręcili.

Przyjrzyjcie się sobie, czy wasze dzieci nie trenują się właśnie w wyręczaniu się innymi ludźmi – w ten sposób osiągają cel i ciężko je winić, działają w tym wypadku jak wszyscy ludzie, wybierają skuteczną metodę.

Prawdą też jest, że czasem nasze potrzeby prowokują wyręczanie dziecka. Dziecko czegoś chce, rodzic się spieszy. Najszybsza, więc teoretycznie najlepsza wersja, to wyręczenie dziecka. Założenie mu bucików, nakarmienie go, posprzątanie za nie itp.. Ale jeśli spojrzymy szerzej i naszą potrzebą jest rozwój dziecka, to możemy zabrać mu opcję „wyręczanie” i wówczas ono musi poszukać innych metod (czasem kolejną jest „wymuszanie”, ale jeśli i to się nie uda, to może kolejne będą bardziej pożądane).

Wiadomo, że pozostawienie dziecka z potrzebą ma swoje granice. Niektóre zadania są za trudne i się skończą frustracją i zniechęceniem, a nie odkryciem nowych umiejętności. Ponadto nasza obecność przy dziecku wspomaga też jego poczucie bezpieczeństwa i ono potrzebuje czasem zobaczyć, że jesteśmy obok i pomożemy. Nasza mądrość pomoże nam wybrać te momenty, w których najlepiej to jest pokazać.

 Niemniej za każdym razem, kiedy robimy coś za dziecko miejmy świadomość, że może zabieramy mu cel, dzięki któremu nabędzie jakąś nową dobrą umiejętność i może wystarczy jedynie nasza zachęta, wskazówka czy tylko drobna pomoc.

 



poniedziałek, 16 lipca 2012, jarekzylinski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/07/16 14:45:47
-
2012/07/16 15:25:57
Popieram, popieram, popieram! Pracuję w przedszkolu i trafia mnie nie powiem co, jak widzę, gdy inni rodzice ubierają i rozbierają swoje dzieci. A potem taki delikwent oczekuje ode mnie, że też go ubiorę. Na dodatek traktuje to jako coś oczywistego (nic dziwnego, skoro w domu tak ma). Niestety, ja oprócz tego jednego nieszczęśnika, mam 24 pozostałych dzieci, których trzeba doglądać czy dobrze buciki zakładają itp. Wiadomym jest, że pomogę się ubrać (np. zawiążę sznurówki, bo taki 3 - 4 latek ma prawo tego nie umieć), poprawię szalik, czapkę czy założę rękawiczki (zwłaszcza te 5-cio palczaste), ale nie wyręczę. To samo tyczy się pozostałych sfer, jak np. samodzielności przy stole.
Niestety często rodzice są głusi na apele o niewyręczaniu dziecka, przecież ono "jest jeszcze takie małe"....
W 100% zgadzam się także z teorią Inteligentnego Lenia - też wychodzę z założenia, że "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąca" A przecież dziecko ma ogromną frajdę, gdy może coś samemu zrobić, aż żal, że jest im to odbierane. U mnie w sale dzieci sprzątają po śniadanku, kiedy coś rozleją to wycierają stoły. Jeśli nabrudzą na podłogę to zamiatają szufelką. Czasami widzę to zdumienie w oczach rodziców, że ich dziecko potrafi tak ładnie wycierać stoły czy zamiatać, no ale skoro w domu się nie pozwala, to skąd ma wiedzieć, że umie to robić...
-
Gość: KI, *.cdma.centertel.pl
2012/07/16 18:30:21
Ojej.. Ja mam inny problem. Moje dziecko(2 latka i 4 miesiące) chce wszystko robić samo. Prosi o pomoc jeśli już naprawdę nie może sobie z czymś poradzić. Oczywiście ja nie chcę podważać jej kompetencji i daje jej duże pole do działania. Natomiast bywają sytuacje ze się po prostu śpieszymy, jesteśmy poza domem i nie ma czasu na niektóre czynności, a strasznie się wścieka jak ktoś chce ją wyręczać i jest bezkompromisowa. Ogólnie wykazuję wiele inicjatywy w działaniu. Cieszy mnie to bardzo, ale są pewne minusy, chociażby to właśnie, że jak się uprze to nie ma mocy na nią:) Mam nadzieję ze dobrze to rokuje na przyszłość.
-
2012/07/23 13:15:51
To zupełnie normalne. Chce się usamodzielnić, nie musieć o wszystko prosić, więc się stara zmagać samo z rzeczywistością. Każda próba to kolejny krok do samodzielności. W tym wszystkim bardzo dobre jest też to, że kiedy nie umie sobie poradzić - to jednak prosi. To chyba najlepszy układ. Czasem jest z tym trochę nerwów i nie wszystko dzieje się wówczas tak szybko, jakby mogło. Ale to jest ok.