Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Lubię płacz dziecka
I wyobraźcie sobie, że wcale nie jestem sadystą. Kiedyś mówiło się, że jak dziecko nie płacze, to jest grzeczne. Ja uważam, że jak dziecko, które jeszcze nie umie inaczej się komunikować, płacze, to znaczy, że widzi sens w wyrażaniu swoich potrzeb.

Grupa żłobkowa. Kilkoro dzieci poniżej roku, część odłożona między zabawki wszczyna awanturę, więc z powrotem, w miarę możliwości, jest brana na ręce. Niektóre nie płaczą, zajmują się sobą, bo przyzwyczaiły się, że nie ma sensu. Ale jak się do nich podejdzie, okaże odrobinę ciepła, to od razu zaczną do ciebie lgnąć. Chyba, że już są tak zniechęcone, że nawet to odrzucą. Wolą być z kimś, na kogo może liczyć – czyli same ze sobą.

Te które płakały – dostały najbardziej potrzebną dzieciom w tym wieku bliskość. Te, które sobie odpuściły, wydawałoby się, że są szczęśliwe bez pomocy innych ludzi. O naiwności, dziecko, które nie potrzebuje być przytulonym, to kosmos, który nie istnieje. Dzieci mogą się co najwyżej przyzwyczaić, ze nie dostaną bliskości. Nie mogą tego polubić, są ludźmi.

Dlatego właśnie lubię płacz dziecka, bo to są osoby, które po prostu umieją powiedzieć – tak jak im możliwości pozwalają - „nie podoba mi się”, „pomóż mi”.

Czasem jeszcze można się spotkać z praktyką, że rodzice nie reagują na płacz dziecka, bo się przyzwyczai. Do łóżeczka się przyzwyczai, do bycia samemu, do różnych rzeczy. Mają rację bo rzeczywiście się przyzwyczai, ale do tego, że nie ma sensu prosić o pomoc. Przyzwyczai się także do tego, że jest samo.

Jasne, są sytuacje, kiedy rodzic nie ma wyboru i nie da się pomóc dziecku mimo jego płaczu. Można dać mu bliskość i współczucie, ale np. nie wyleczy się nimi kolki i dziecko wówczas nie otrzymuje pomocy, której oczekuje. Ale czymś innym jest sporadyczna sytuacja, czymś innym nagminne odzwyczajanie od płaczu – jedynej metody dziecka na skomunikowanie się ze światem, kiedy czegoś chce.

Płacz traktuję jako odwagę dziecka w mówieniu o potrzebach. Takiej odwagi życzę też każdemu dorosłemu, tylko przy użyciu słów. Dlatego reagując, możemy dzieci uczyć, że ich prośba jest ważna, że może liczyć na inne osoby.

Może się tutaj pojawić oskarżenie, że dziecko w ten sposób uczy się wymuszać różne rzeczy. Że stanie się „rozpuszczone”. Najmniejsze dzieci w ogóle nie postrzegają tego w ten sposób. Tak, będą płakać odważniej, jak się dowiedzą, że to ma sens, ale dlatego, że nie mają innej opcji komunikowania.

Troszczyć o owo „wymuszanie” można wtedy, kiedy dzieci mają do wyboru inne metody wyrażania swoich potrzeb. Dopiero jak mają możliwość dostosowywać się także do potrzeb innych oraz poczekać ze swoimi. To wtedy jest czas na powiedzenie dziecku, że łatwiej wam je zrozumieć jak do was mówi, a nie krzyczy lub płacze.

Płaczące dzieci wcale nie są „niegrzeczne”. One po prostu szczerze i z nadzieją proszą „pomóż mi”. Dlatego lubię jak płaczą – bo wiem, że potrafią powiedzieć, że coś jest nie w porządku i wierzą, że ludzie im pomogą. Choć wiadomo, że wolę, żeby dostawały to czego potrzebują, bez potrzeby wkurzania się.



poniedziałek, 18 czerwca 2012, jarekzylinski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: kasiaakat, *.is.net.pl
2012/06/18 22:08:34
Właśnie moja córka zasnęła, wolała z tatusiem, bo niedobrej mamusi nerwy trochę zaczęły puszczać, bo córka płakała, nie wiem dlaczego, nie powiedziała choć ma trzy lata i mogłaby to wyjaśnić mamusi. Teraz niedobra mamusia czyta ten mądry artykuł i prawie płacze, bo nie była w stanie pomóc własnemu dziecku. Dziękuję, następnym razem będę mądrzejsza i postaram się zrozumieć córkę, a nerwy muszą iść w odstawkę.
-
2012/06/18 23:01:56
Ale bądź też wyrozumiała dla siebie. Dzieci trudno zrozumieć czasami i ta bezradność jest wkurzająca. Dla mnie jako wychowawcy też, więc co dopiero dla rodzica. "postaram się" jest super, zawsze. Ale "niedobra"? No co Ty.