Nic co ludzkie nie jest mi obce
Blog > Komentarze do wpisu
Co z karnym jeżykiem?
W życiu każdego psychologa wychowawczego przychodzi moment, w którym musi odpowiedzieć na pytanie „co pan myśli o karnym jeżyku”. Taki prezent dostaliśmy od Doroty Zawadzkiej i teraz przyszło mi się z nim zmierzyć.

Niezależnie od tego, że jeżykowi powiem „nie”, to trzeba podkreślić, że od Super Niani dostaliśmy też dobry prezent, w postaci społecznego zainteresowania psychologią wychowawczą. Niech plusy nie przesłonią minusów, a minusy plusów. Wracamy do jeżyka.

Na dzień dobry powiem to co zawsze – TO ZALEŻY!

Jeżyk jest jakąś metodą, ja jej nie lubię, ale rozumiem rodziców, którzy z niej korzystają. Bo to nie jest definitywnie zła metoda – nazwijmy to „inna”. Po prostu jak każda metoda, w pewnych rzeczach pomaga, w pewnych przeszkadza. Może pomóc na przykład w klarownym określeniu nagród i kar, jak ktoś właśnie takim metodom hołduje.

Tytułowy bohater jest bowiem karą – poza wyjątkowymi sytuacjami, o których później. Kara jest zawsze zaburzeniem relacji rodzic-dziecko. Wywołuje złość, utrudnia zrozumienie, powoduje trudne emocje, które nie służą niczemu dobremu. Jak już sięgamy po system kar i nagród, to wolę by jednak dziecko robiło coś by osiągnąć, czyli z pragnienia czegoś, niż żeby robiło coś by unikać, czyli ze strachu. To nigdy nie jest dobra motywacja.

Po drugie wprowadzanie kar i nagród to jest jakiś rodzaj gry. Zdobywania czegoś, w związku z tym można między sobą ... pogrywać. Karny jeżyk to tworzenie jakiejś przestrzeni dla dziecka, by ze strachu nie przyznawało się do winy, albo próbowało ją przedstawić inaczej. Pojawia się zagrożenie licytacją „zasłużyłeś/nie zasłużyłeś”.

Nie jestem zwolennikiem tzw. „bezkarności”. Natomiast zdecydowanie bardziej zachęcam do szukania powodów, dlaczego to co zrobiło dziecko jest złe i pokazywać mu, ewentualnie dawać odczuć* konsekwencje. Jeśli zepsuje zabawkę, to zabawka jest zepsuta i to jest właśnie konsekwencja. Gdyby zabrać mu ją w momencie, kiedy widzimy że zabawka jest źle używana, po czym posadzić je na jeżyku, to wprowadza to dezorientację. Ani zabawka nie jest wtedy naprawdę jego własnością, a do tego konsekwencje jak z kosmosu. Oczywiście – powiedzmy dziecku, że może się zepsuć zabawka, pomóżmy mu zrozumieć przed szkodą. Ale zarówno zabieranie zabawki jak i karny jeżyk to są rzeczy nieprzyjemne, a na pewno mniej, nazwijmy to brzydko, „pouczające” dla dziecka.

Tyle w skrócie o tym, co myślę o jeżyku i czym można go zastąpić, natomiast wspominałem, że może on być jakiegoś rodzaju konsekwencją. Dzieje się tak w momencie, kiedy na przykład dziecko kogoś bije i z tego względu konsekwencją jest to, że nie może się z kimś bawić – więc jest sadzane na jeżyku – lekko naciągane, ale można mnie do tego przekonać. Druga opcja, to stworzenie przestrzeni, w której dziecko wyrzuca z siebie emocje. Czyli jeśli się złościsz, potrzebujesz odejść na chwilę i je wyrzucić, zaraz potem porozmawiamy. To raczej jest do zrobienia ze starszymi dziećmi i mimo wszystko nie przemocą, ale raczej radą czy umową.

A co Wy myślicie o karnym jeżyku?

 

* rozsądnie!



poniedziałek, 06 czerwca 2011, jarekzylinski

Polecane wpisy

  • Ojcowskie miesiące – Pierwszy

    Czasem człowiekowi wygadanemu słów brakuje, by w krótkim wstępie opisać coś tak skomplikowanego i nieuchwytnego jak pierwszy miesiąc ojcostwa. Dlatego wstęp moż

  • Mężczyzna prawie karmiący

    Kończy się właśnie Światowy Tydzień (Promocji) Karmienia Piersią. Chciałem dołożyć doń dwa grosze z męskiego punktu widzenia. Z braku piersi karmiącej jest to o

  • Ojcowskie miesiące: Prolog

    Niechże blog będzie blogiem, czyli będzie nieco bardziej osobiście. Chciałem się podzielić z Wami moim ojcowskim doświadczeniem. Na świeżo, bo obserwacji z każd

  • Pazurki

    Moja mała pannica coraz częściej pokazuje pazurki!! Ma charakterek.... oj ma. Jak tylko coś jej nie pasuje to pręży się, udaje, że płacze wyjąc w niebogłosy i p

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/06/14 13:36:39
Zdecydowanie zgadzam się z Pana zdaniem. Mam 2-letnią córkę. Na porządku dziennym są u nas ataki złości i frustracji, szczególnie, że nie umie jeszcze mówić. Nie wyobrażam sobie, że miałabym ją zostawić na karnym jeżyku albo odsuwać od siebie w momencie, kiedy nie radzi sobie z emocjami i nie wie co się do końca z nią dzieje. Owszem jeśli jest zła lub smutna i nie chce do mnie przyjść to nie zmuszam jej do tego, aczkolwiek co chwilę się pytam czy na pewno nie chce się przytulić. No i wyjątkiem jest jej wymachiwanie rękami - czyli coś w stylu bicia mnie - wtedy stawiam jej warunek - jak przestaniesz bić to Cię przytulę, wiem że jesteś zła ale jak bijesz to mnie to boli - zazwyczaj działa. Ale karny jeżyk?? I odprowadzanie krzyczącej córki na niego setki razy i przedłużające się w nieskończoność rozpaczliwe płacze i krzyki, a potem świadomość że odrzuciłam dziecki, kiedy najbardziej mnie potrzebuje?? TO NIE DLA MNIE.
-
Gość: Joanna, *.ssp.dialog.net.pl
2011/07/30 15:43:38
Staramy się z mężem nie stosować systemu nagród i kar. Człowiek powinien wiedzieć, co jest dobre a co złe a nie działać z nadzieją na gratyfikację bądź ze strachu przed konsekwencjami (niestety, tak działają również niektórzy dorośli...). Dziecko też człowiek. Wychować człowieka kierującego się różnego rodzaju zasadami można tylko po ludzku, tresura zdaje się w tym wypadku na niewiele, chyba że chce się osiągnąć efekt ujęty w powyższym nawiasie.